Autor Wątek: Głupia ja  (Przeczytany 1677 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline rafiki

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 2
  • Płeć: Kobieta
Głupia ja
« dnia: Marzec 07, 2012, 11:21:32 »
Nie wiem jak mam zacząć, ale moje samopoczucie dzisiaj już mnie przerosło, muszę komuś się wygadać, bo zwariuję jeszcze bardziej niż aktualnie. A w normalnym życiu nie bardzo mam komu się zwierzyć, choć z pozoru nie jestem sama. Od paru dni jest gorzej, zasypiam i budze się ze łzami w oczach. Tak bez powodu, po prostu się boje. Dziś np. nie poszłam na uczelnie, chociaż byłam już spakowana i ubrana, pomalowana itd. Nie poszłam bo ... tam są ludzie (dziwne!) ludzie, którzy wg. mnie dziwnie się patrzą, nie lubią mnie i ogólnie życzą mi jak najgorzej. A rzeczywistość jest taka, że prawie ich nie znam. Odgradzam się takim dystansem, że nie ma mowy o jakichś znajomościach. Jeśli się do kogoś odzywam to tylko w sprawach na temat studiów. Bliskie mi osoby mogę policzyć na palcach jednej ręki. Plus dwu letni związek i wspólne mieszkanie. Związek zaczął się jak byłam w o niebo lepszym stanie, imprezowałam, gdzieś wychodziłam, miałam więcej znajomych. I ta moja druga połowa nie do końca rozumie w czym problem. Stara się pomóc, wspiera, ale ostatnimi czasy moje lęki nawet w nasze relacje zaczęły wchodzić z butami i psują... Zamknęłam się na świat i liczę na to, że druga strona też to zrobi. Nie robi tego, więc jestem wkurzona, zazdrosna etc. i mam obsesje na punkcie sprawdzania smsów, poczty itd. I nienawidzę siebie za to na maksa, bo żadnych powodów rzucających choćby cień na  jego lojalność nie mam, wręcz przeciwnie... to mi się zdarzyło coś co nie powinno mieć miejsca. Nie do końca zdrada, ale duże nadszarpnięcie zaufania, tylko po to by sobie samej udowodnić, że jestem coś warta. I właśnie tu zaczyna się mój problem. Mam wrażenie, że nie jestem nic warta.
Inne lęki typu dzwonienie gdzieś mam od zawsze, raz lepiej raz gorzej, ale są. A wystąpienia publiczne... dramat. Referat na studiach... przeżywam kilka miesięcy do przodu. Gdy już nadejdzie, mówię/ czytam głosem jakbym miała się rozpłakać, czerwona, przerażona, generalnie przykry widok.

Było lepiej, przeszłam trzy miesięczną terapie grupową, z psychiatrą i psychologiem za pan brat. Były leki, które bardzo mi pomagały, ale ze względu na inne leki jak narazie nie mogę brać żadnych psychotropów. Po terapii czułam się jakbym góry mogła przenosić. Ale minęło pół roku i znów jestem w tym swoim bagnie, nie wiem czy nawet nie bardziej.
Kiedyś miałam więcej znajomych lub pseudo przyjaciół. W pewnym momencie postanowiłam zrobić mocne przetasowanie, bo większa część opierała się na "upijmy się". I od tamtej pory w moim życiu zrobiło się bardzo pusto. Nowych nie ma bo nie ma skąd, bo jest strach. Przed ocenianiem mnie, przed otworzeniem się, przed byciem sobą.

Jestem jak taki samoniszczący się pocisk, przy okazji niszczę to co do okoła. A potem płaczę, że boli i że pusto.

Wiem trochę chaotycznie napisane, przepraszam.

Offline Itachi

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Miejsce pobytu: Warszawa
  • Wiadomości: 244
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Głupia ja
« Odpowiedź #1 dnia: Marzec 07, 2012, 11:41:42 »
Moim zdaniem powinnaś spróbować rozpisywać sobie te sytuacje w których odczuwasz lęk i przyczyny, myśli pojawiające się w tym czasie w głowie (nie wiem czy przerabiałaś to na terapii grupowej, ale ja miałem tego typu zajęcia jak chodziłem na psychoterapie). Powinnaś spróbować się otworzyć nie tylko na partnera w związku, ale też rodzinę która powinna być ci bliższa i rozumieć lepiej. Ilość przyjaciół nie jest ważna, jeżeli chodziło o upijanie się w ich gronie to raczej nie ma czego żałować i bez nich sobie poradzisz.

Offline nika

  • V.I.P
  • *****
  • Wiadomości: 5053
  • Płeć: Kobieta
Odp: Głupia ja
« Odpowiedź #2 dnia: Marzec 18, 2012, 21:29:20 »


życzą mi jak najgorzej

A skąd wiesz, że życzą Ci jak najgorzej? ;)
Nie poznajemy dróg, którymi już szliśmy, nasza pamięć przestała funkcjonować. Świat rozpadł się w serię obrazów, których znaczenia nie rozumiemy, i których nie potrafimy połączyć w logiczną całość. Zagubiliśmy klucz do naszego umysłu. A. K.