Autor Wątek: Historia mojej cholernej fobii  (Przeczytany 1830 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

ClockworkMachine

  • Gość
Historia mojej cholernej fobii
« dnia: Wrzesień 06, 2012, 12:18:32 »
Nie potrafię jednoznacznie stwierdzić kiedy nabawiłem się tej przeklętej choroby. Potrafię jednak wskazać pierwszego winowajcę. Ksawery (to nie jest jego prawdziwe imię) cholerny Ksawery, typ człowieka którego najtrafniej można określić jako gnidę. Poznaliśmy się już w pierwszej klasie szkoły podstawowej i z jego inicjatywy szybko zostaliśmy przyjaciółmi. Niewysportowany, otyły ale jednocześnie inteligentny (jak na dziecko oczywiście) władczy i umiejący wchodzić w grupę taki oto był Ksawery. Przez pierwsze dwa lata szkoły podstawowej, które przyznam się szczerze kiepsko już pamiętam, byliśmy dobrymi kumplami. Potem klasa trzecia i on zaczął trochę szybciej dorastać ode mnie. Stał się pijawką która wysysała ze mnie poczucie własnej wartości. Cały czas pozostawał moim przyjacielem choć coraz bardziej zmuszany byłem do tej przyjaźni. Byłem jego zabawką którą maltretował na forum publicznym nie tyle siłowo co emocjonalnie. Natomiast podczas gdy byliśmy razem grał mojego dobrego przyjaciela. Nie byłem nigdy zbyt dobrze rozeznany w relacjach międzyludzkich (zresztą do dziś nie jestem) oraz byłem i pewnie nadal jestem idiotą. Nie opuściłem Ksawerego przez cały okres trwania szkoły podstawowej ale postanowiłem sobie jedno: przez resztę życia będę trzymał się od niego z daleka. Potem nastało gimnazjum. Parszywe gimnazjum do dziś twierdzę, że to stan umysłu a nie placówka edukacji. Nową klasę zacząłem już dzięki bogu bez Ksawerego choć niestety nadal uczył się w tej samej szkole co ja. Zaaklimatyzowałem się w nowej klasie co było zasługą tylko i wyłącznie mojego kolegi, jeszcze z podstawówki Konstantego (to imię też zmieniłem). Konstanty był no cóż, zapatrzony we mnie jak w obraz zbawiciela nie dlatego, że byłem jakimś super gościem ale dlatego, że on od zawsze potrzebował idola. Niestety dla mnie ja nigdy nie chciałem być idolem więc przez pierwszy rok gimnazjum Konstanty próbował robić ze mnie idola na siłę. Opowiadał o mnie nie stworzone historie którym nigdy nie zdołałem sprostać przez co zaczęto uważać mnie za słabego i ja również taki się czułem. Później dołączył się do nas Kuba (i znowu imię zmieniłem) nawet w porządku osoba, taka milsza i łagodniejsza wersja osiedlowego dresa. Tworzyliśmy trio przyjaciół choć niestety ci dwaj nie znali takiego pojęcia jak przyjaźń. Trzymali się blisko kiedy wszystko było w porządku i uciekali gdy sytuacja zaczynała się psuć. Konstanty i Kuba, osoby o mniej więcej tym samym poziomie umysłowym dzięki czemu świetnie rozumieli się ze sobą ale już nie ze mną. Zacząłem odstawać od nich coraz bardziej a sam pobyt z nimi był coraz bardziej męczący. Moja klasa zaczęła wyznawać wówczas nową religię, kult siły. Jakimś cudem z moim trio zaczęło trzymać się dwóch najbardziej przebojowych chłopaków w klasie. Nawet nie zauważyłem kiedy weszliśmy do klasowej elity. Niestety w klasowej elicie wszyscy żarli się na wzajem, tak była idea najbardziej upokorzyć daną osobę. Konstanty i Kuba, dwóch przebojowców oraz mój za długi język wpakowały mnie wówczas w kłopoty z których najczęściej wychodziłem pokonany. Gdy kończyłem gimnazjum w pewnych kręgach byłem pośmiewiskiem a moich dwóch kumpli robiło wszystko by zwrócić na siebie uwagę przebojowców nawet kosztem mojej osoby. Gimnazjum opuszczałem z postanowieniem trzymania się jak najdalej od osób, które tu poznałem. Nadeszło liceum takie połączenie hitlerowskiego obozu koncentracyjnego z koszarami wojskowymi z lat dziewięćdziesiątych. Pech chciał, że zespół szkół ponadgimnazjalnych w skład którego wchodziło moje liceum, likwidował tego roku technikum i zawodówkę. Znalazłem się wtedy w klasie upchanej z osiłków, lalek barbie i ich partnerów. Oczywiście nie wpasowałem się tam w ogóle. Potem poznałem Karola (imię zmienione) tak samo oderwanego od rzeczywistości jak ja. Zostaliśmy kumplami ale nigdy przyjaciółmi. Trzymał mnie na dystans a później ja również dystansowałem się od niego. Miałem ku temu powód, rozmawiając z nim uświadomiłem sobie jakim idiotą jestem. Spotkałem inteligentną osobę bogatą wewnętrznie i obserwując ją zdałem sobie sprawę jak marnym ludzkim śmieciem jestem. Załamałem się, przestałem chodzić do szkoły przez co nie zdałem pierwszego roku. Mniej więcej wówczas zacząłem psychoterapię oraz psychiatra zdiagnozował moje problemy jako fobię społeczną. Początek drugiego roku również był trudny. Trafiłem do klasy prawie wyłącznie żeńskiej. Nie stanowiłem samca alfa z resztą w owym czasie wcale nie przypominałem samca. Byłem dziwakiem który rzadko pojawiał się w szkole a gdy znajdował się na lekcji zachowywał się jak wariat.
Nie zadał bym kolejnego roku gdyby nie nauczycielka prowadząca naszą klasę. Pierwszy raz znajdowała się w roli wychowawcy dzięki czemu nadal zależało jej na uczniach, do dziś dziękuje bogu (jeśli tam jest) za tą kobietę. Pomogła załatwić mi indywidualne nauczanie w szkole oraz jakoś przebrnąć przez trzy lata nauki i maturę. Dzisiaj nadal cierpię na cholerną fobię ale na szczęście również nauczyłem się wykorzystywać swój stan. Pierwszy rok studiów prawie zawaliłem ponieważ nie potrafiłem się przemóc by chodzić na zajęcia. Spadłem na cztery łapy ponieważ moja fobia jest udokumentowana, zdołałem wywalczyć sobie roczny urlop zdrowotny który uratował mnie przed wywaleniem z uczelni. Staram się odbudować siebie na tyle by w październiku zacząć studia raz jeszcze. Nie wiem czy to dobrze ale coś zmienia się w mojej chorobie. Powoli przestaję już czuć strach a zmienia się on w nienawiść i gniew. Kiedy wydaje mnie się, że jestem wyśmiewany coraz częściej zamiast chęci ucieczki czuję chęć rozłupania tej osobie czaszki.

Wybaczcie mi błędy przy stawianiu przecinków ale jest sztuka, której cały czas nie potrafię opanować :P           

Offline Thomas2

  • Z radiem na uszach i wartości swej, w pełni świadomy, świadomy że hej
  • Mityczny użytkownik
  • ********
  • Wiadomości: 5671
  • Keep Calm And Avoid Microbiome Mayhem
Odp: Historia mojej cholernej fobii
« Odpowiedź #1 dnia: Wrzesień 06, 2012, 12:31:45 »
Chyba trzeba nowe schorzenie wymyślić osobowość społecznie przyduszona <xd>

Objawy:
- społeczeństwo kieruje twoim życiem
- żyjesz po to żeby społeczeństwo bylo zadowolone
- społeczeństwo może z tobą robić co chce
- brak prawa do wyrażania własnych decyzji w społeczenstwie

Idź do psychologa niech Cię nauczy wyrażania siebie, zgroza co ja tu czytam, Ciebie każdy przytłacza <xd> , musisz znaleźć jakieś leki przeciwlękowe które Ci podpasują, krople ziołowe, napary ziołowe, mirtazapinę albo inne co są na forum opisane, znikną lęki będziesz sobą :D


Offline Lon

  • V.I.P
  • *****
  • Wiadomości: 4508
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Historia mojej cholernej fobii
« Odpowiedź #2 dnia: Wrzesień 06, 2012, 12:39:00 »
Mi się ta historia idealnie wpasowuje w to co ja sądzę na temat szkoły i relacji w niej panujących.

Online Buka

  • Best Typer
  • *****
  • Wiadomości: 1464
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Historia mojej cholernej fobii
« Odpowiedź #3 dnia: Wrzesień 06, 2012, 13:40:54 »
Nadeszło liceum takie połączenie hitlerowskiego obozu koncentracyjnego z koszarami wojskowymi z lat dziewięćdziesiątych.

 :D