Autor Wątek: bez celu, w martwym punkcie  (Przeczytany 2820 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline KurT

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 20
  • Płeć: Mężczyzna
bez celu, w martwym punkcie
« dnia: Styczeń 15, 2013, 15:50:06 »
Witam,
Nie potrafię powiedzieć w jakim celu piszę, a zwłaszcza dlatego tutaj, na pewno mam silną potrzebę podzielenia się tym jak wyglądało moje życie i w jakim momencie teraz jestem.
Opowieść zacznę od dzieciństwa. Właściwie to mam wrażenie, iż był to najlepszy okres w moim życiu. Chodzenie do szkoły sprawiało mi sporo przyjemności, bardzo dobrze się uczyłem, uwielbiałem wf (był to chyba mój ulubiony przedmiot). Miałem swoje zainteresowania - uwielbiałem czytać książki, trenowałem siatkówkę, piłkę nożną, karate, nauczyłem się jeździć na łyżwach. Jednocześnie byłem bardzo nieśmiały, nie miałem tak naprawdę znajomych, pomimo, że obracałem się wśród wielu ludzi zawsze trzymałem się na dystans. Wyjazd na mecz, czy jakiś obóz był dla mnie w pewnym sensie sporą udręką..
Nadszedł czas egzaminów do szkoły średniej. Pamiętam, że byłem strasznie spięty głównie tym, że muszę zmienić otoczenie, pójdę do nowej szkoły, w której nikogo nie będę znał. Wybrałem sobie profil klasy informatyczny, trochę się interesowałem komputerami, jestem umysłem ścisłym - więc czemu nie. Dostałem się bez problemu.Na początku pierwszej klasy na meczu (dalej trenowałem piłkę) złamali mi nogę. Dobry miesiąc nie chodziłem do szkoły tylko siedziałem z gipsem w domu. Siedząc w domu nadrabiałem zaległości w nauce. Po powrocie do szkoły dość szybko odnalazłem się, że tak powiem merytorycznie. Nadal miałem bardzo dobre wyniki w nauce. Nawet udało mi się skończyć pierwszą klasę jako najlepszy uczeń. Pojawił się natomiast inny problem - nie potrafiłem się z nikim zintegrować, przerwy w trakcie lekcji były dla mnie totalnym dramatem. W ogóle się nie odzywałem, nie miałem znajomych. Miałem wrażenie, że znajduję się za niewidzialną szybą, a całe życie toczy się gdzieś obok mnie. Sport zarzuciłem, miałem uraz w związku z przebytą kontuzją. Zaczęły pojawiać mi się myśli co jest ze mną nie tak. Pamiętam jak siedziałem w łazience i płakałem zastanawiając się dlaczego taki jestem.... Pod koniec drugiej klasy dostałem od taty pierwszy komputer PC. Bardzo szybko zanurkowałem w świat gier. Nie miałem znajomych, grając nie zastanawiałem się nad tym, mój umysł był skupiony na czymś innym. Przestałem się uczyć, strach przed ludźmi i brak przygotowania do zajęć spowodował, iż coraz częściej zacząłem unikać lekcji. W połowie czwartej klasy miałem parę zagrożeń, matura się zbliżała.. Jakimś cudem zmobilizowałem się i maturę zdałem z całkiem dobrymi wynikami. Oczywiście na studia, o których myślałem nie dostałem się... Rozpocząłem studia na innym kierunku. Miałem nadzieję, że może tym razem bardziej otworzę się na ludzi, jakoś się przełame. Niestety było jeszcze gorzej. Nie nawiązałem żadnej bliższej relacji z żadną osobą na roku. Czułem się totalnie wyalienowany. Moje życie składało się z doraźnego chodzenia na studia i graniu. Pomyślałem okej, to może wrócę do pasji, które kiedyś lubiłem. Zapisałem się do AZS na karate. Pochodziłem przez ok 7 miesięcy, czułem się tam strasznie źle, zawsze miałem problem z kimś do pary do ćwiczeń. Po zajęciach chciałem jak najszybciej ucieć z szatni...
W między czasie poznałem dziewczynę, bardzo otwarta towarzyska osoba, tak naprawdę to ona mnie poderwała. Spędzaliśmy razem czas, rozmawialiśmy o wielu rzeczach, chociaż to ona tak naprawdę mówiła. Czułem się dobrze w jej towarzystwie, ale w ogóle nie zmieniło się moje podejście do innych ludzi. Właściwie to zamykałem się coraz bardziej. Oczywiście nadal jedynym moim zajęciem było giercowanie i udawanie, że studiuję. Same studia to była droga przez mękę, zaliczyłem dziekankę, nawet nie próbowałem podejmować jakichś staży, strasznie bałem się konfrontacji na rozmowie. Miałem wrażenie, że każdy od razu mnie prześwietli jaki jestem tępy i nieżyciowy. Pojawiła się także okazja na dorobienie paru groszy w pracy w teatrze jako obsługa widowni. Prosta, banalna robota, przyjmowanie kurtek w szatni, sprawdzanie biletów, wskazywanie miejsc na sali. Dla mnie to był prawdziwy horror, powiedzieć przed 300 osobami, aby zajęli miejsca bo już jest po trzecim dzwonku, albo wyjść na środek sceny po spektaklu i dać jakiejś aktorce kwiaty. Z tego też względu najczęściej wybierałem szatnię, tam czułem się relatywnie bezpieczny. Oczywiście nie pozostało to nie zauważone przez moją kierowniczkę. Dość szybko stwierdziła, że jakoś specjalnie się nie przejmuję pracą , a ja byłem najzwyczajniej w świecie strasznie zdenerwowany. Mimo to pracowałem tam przez blisko 3 lata. W końcu, w wielkim bólu nadszedł czas końca studiów. O dziwo znowu obroniłem mgr z dobrym wynikiem, ale to pewnie zasługa tego, że tak dzisiaj kształcą:) nvm Czyli teraz trzeba znaleźć jakąś pracę. Skończyłem budownictwo wodne. Dobrym studentem nie byłem, na pracę w biurze projektowym praktycznie nie miałem szans. Jedyne propozycję - praca jako inżynier budowy. Po prostu super, przecież nie pójdę pracować gdzieś gdzie trzeba pracować z ludźmi, stawiać ich do pionu itp. W końcu znalazłem pracę w urzędzie. Praca spokojna, przed kompem, totalnie nierozwijająca i słabo płatna, ale nie muszę z nikim gadać...
Idąc do pracy znowu powiedziałem sobie, że tym razem będę otwarty, poznam ludzi. Nic takiego się nie stało. Z każdym rokiem było coraz gorzej, patrząc na innych w moim wieku, widziałem jakim jestem przy nich dzieciuchem, niezaradnym, wystraszonym, bez najmniejszej wiedzy. Moje życie zostało sprowadzone do schematu praca - dom - praca. Dziewczyna, z która byłem blisko 9 lat odeszła ode mnie. Przez ostatni rok naszego wspólnego życia było między nami coraz gorzej. Właściwie od zawsze miałem problem żeby gdzieś z nią wyjść, gdzie będą jacyś inni ludzie. Zawsze wtedy siedziałem cicho i się w ogóle nie odzywałem. Ona chciała ślubu i dziecka. Ja pomimo, że Ją kochałem to patrząc w lustro myślałem - k..wa, jak ktoś taki może mieć dziecko, jestem niezaradny, zagubiony, nie będę potrafił się nim zająć. Kiedy myślałem o ślubie dostawałem drgawek; przecież będę w centrum zainteresowania, ci wszyscy ludzie bedą tam stali, patrzyli na mnie i śmiali się, było to coś nie do przeskoczenia. Teraz mam 29 lat, jestem sam, czuję się jakbym miał 60 lat. Nie mam najmniejszego celu, co gorsza nie potrafię go sobie wyznaczyć, od moich rówieśników odstaje pod każdym względem. Nie potrafię się zdobyć na zmianę pracy, po prostu nie posiadam kwalifikacji ani wiedzy, które człowiek powinien posiadać w moim wieku. Oczywiste stało się dla mnie, że aby się realizować w pracy, należy być człowiekiem, otwartym, towarzyskim, od którego bije optymizm, inaczej na zawsze pozostanie się najniżej w hierarchii.Najlepsze w tym wszystkim jest to, że jak się dowiedziałem wyglądam na człowieka pewnego siebie, a moje milczenie w towarzystwie i oschłość w kontaktach z ludźmi jest poczytywana za gburowatość (pewnie nim jestem). Zawsze jestem strasznie sztywny przy innych ludziach, imprez z pracy unikam jak ognia. Mam wrażenie, że tak naprawdę z każdym rokiem moja fobia się pogłębia, boję się odebrać telefon, kiedy ktoś inny jest w pokoju, komunikacją publiczną właściwie przestałem jeździć. Zawsze próbuję stanąć gdzieś na końcu aby nie było mnie "widać". Teoretycznie wiem co powinienem zrobić - znaleźć jakieś zainteresowanie, wychodzić do ludzi, tylko co z tego jak nie potrafię. Popadłem w taki marazm bezcelowości mojej egzystencji, że masakra. Nawet na granie nie mam siły. Zapisałem się na studia podyplomowe, tylko co z tego jak przeżywam katusze chodząc tam. Tak samo jak wcześniej przerwa w zajęciach to dla mnie istna trauma. Poza tym zauważyłem, że jestem strasznie rozkojarzony i nauka przychodzi mi topornie. Zmuszam się, żeby chodzić na basen, łyżwy - żeby chociaż trochę się poruszać. Jest jeszcze gorzej zwłaszcza jak patrzę na uśmiechniętych młodych ludzi, zwłaszcza pary. Wiem, że mnie to już nie czeka, że przechlapałem swoje życie. Wracając do domu z pracy jedyne na co mam ochotę to iść spać. Staram się czytać książki, tylko co z tego kiedy czytając stronę nie pamiętam co było na poprzedniej. Ktoś powie, że trzeba próbować i działać, tylko, że ja już w swoim życiu można powiedzieć, że próbowałem. Nic mi to totalnie nie pomogło, wręcz przeciwnie. Teraz jedyne co mi pozostało to powrót do czterech ścian i zastanawianie się nad śmiercią bo nie jestem w stanie powiedzieć ile jeszcze będę w stanie ciągnąć tę mizeriadę. Straciłem wszelką nadzieję, że coś się w moim życiu zmieni..
Tak jak napisałem na początku, nie wiem po co to napisałem, nie oczekuję wsparcia, wątpie czy ktokolwiek znajdzie czas, żeby przeczytać te wypociny. Totalnie bezsensowny zlepek słów - za co z góry przepraszam nigdy nie potrafiłem przelewać myśli na papier...

Offline Obcy

  • Kosmiczny gruz
  • Administrator
  • *****
  • Miejsce pobytu: Czarna dziura
  • Wiadomości: 4725
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: bez celu, w martwym punkcie
« Odpowiedź #1 dnia: Styczeń 15, 2013, 17:36:17 »
Przeczytałem co napisałeś. Nie chce walić banałów w stylu bo mogło być gorzej ale każdy jest inny i inaczej reaguje na pewne sytuacje. A próbowałeś skorzystać z pomocy psychologa ?
Trzymaj się i walcz o siebie i swoje życie. Zmieniaj je choćby małymi kroczkami.

 
"Pomiędzy życiem i śmiercią znajduje się pragnienie.
Pragnienie życia, miłości, wszystkiego co dobre…
I to pragnienie jest źródłem wszelkiego cierpienia."

Wiewiórka

  • Gość
Odp: bez celu, w martwym punkcie
« Odpowiedź #2 dnia: Styczeń 15, 2013, 18:08:00 »
Tak jakbym czytała o sobie i swoich przeżyciach... z tą różnicą, że ja nadal się uczę. Zgadzam się z Obcym, walcz i zmieniaj życie małymi kroczkami.

Offline uneasy

  • Niespokojny
  • Nowy użytkownik
  • *
  • Miejsce pobytu: Pomorze
  • Wiadomości: 28
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: bez celu, w martwym punkcie
« Odpowiedź #3 dnia: Styczeń 15, 2013, 18:42:06 »
Chcę tylko powiedzieć że przeczytałem, wszystko. Prawić nie będę, bo nie wiem nawet co. Nie miałem takich przeżyć i nie wiem czy mieć będę, trochę za młody jestem i może za mało widziałem.
Trzymaj się i nie poddawaj się. Jak nie masz po co żyć, to żyj na złość innym.

Lśnienie23

  • Gość
Odp: bez celu, w martwym punkcie
« Odpowiedź #4 dnia: Styczeń 15, 2013, 18:42:11 »
Ciężko w tym wieku zmienić swój charakter praktycznie nierealne ale z pewnością do odkrycia masz w sobie spore pokłady lwiego pazura że sie tak wyraże. Też grałem w piłke do 1 średniej gdyby nie pewien fakt to sobie mysle że przy rozwoju jaki czyniłem i marzeniu wielkim jakie miałem to spokojnie mógłbym teraz zarabiać na tej swojej największej pasji ale cóż pieprzyć medale. Też z problemami zostałem przed kompem przyjemności z życia ograniczając do używek ale mniejsza o to przecież to nie o mnie szukam tylko podobieństw.
Pozatym to zgadzam sie z Obcym bo sam sobie już chyba nie pomozesz szukaj jej u psychologów, psychiatrów i uwierz że da sie bo już wielu sie udało pewnie i dużo gorszym przypadkom. Widac że jesteś inteligentny, wysportowany, masz wiedze po tym co piszesz wykorzystaj to do zdobycia siły UMYSŁU.

Offline ilonka

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 173
  • Płeć: Kobieta
Odp: bez celu, w martwym punkcie
« Odpowiedź #5 dnia: Styczeń 15, 2013, 19:43:04 »
walcz o swoje życie,swoje zainteresowania.psycholog,a może lepiej  psychiatra jest dobrym pomysłem.nie bój sie prosić o pomoc.od tego są lekarze

Offline Nut

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 956
  • zamarznięta
Odp: bez celu, w martwym punkcie
« Odpowiedź #6 dnia: Styczeń 15, 2013, 20:21:31 »
również wszystko przeczytałam:)
To co przyszło mi na myśl, już zostało wypowiedziane, czyli wskazana wizyta u psychologa.
Jeden jest tylko błąd wrodzony, przekonanie, że żyjemy po to abyśmy byli szczęśliwi.

Nie ma rzeczywistości samej w sobie, są tylko obrazy widziane z różnych perspektyw.

Nie.

Offline KurT

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 20
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: bez celu, w martwym punkcie
« Odpowiedź #7 dnia: Styczeń 16, 2013, 08:36:53 »
Przede wszystkim to chciałem wyrazić wyrazy uznania i podziękowania, że chciało się Wam to przeczytać. W obecnych czasach, gdy zmierzamy w kierunku pisma obrazkowego, a większość ludzi czyta jedynie ulotki i program telewizyjny fakt ten zasługuje na odnotowanie:)
Problem polega na tym, że do psychologa już chodzę. Pomijam fakt, że na początku zrobiła mi parę testów i wyszło z nich, że jestem mało odporny na terapię:(. Ostatnio sama zauważyła, że niewiele mi to daje więc pewnie będę ją musiał zmienić. Również poszedłem na terapię grupową i wychodząc z niej mam wrażenie, że mam jeszcze większego doła. W momencie totalnej załamki poszedłem do psychiatry. Stwierdził, że mam lekką depresję, a tak w ogóle to jestem "człowiekiem indywidualnym". Zażywam leki, pewnie dzięki nim jeszcze wstaje z łóżka. Działanie w sumie mają fajne, coraz mniej mi na czymkolwiek zależy, ale też coraz mniej mi to przeszkadza. Poza tym jak jestem u niego na wizycie to zachowuje się jakoś irracjonalnie; uśmiech na twarzy, wręcz się śmieje i mówię, że właściwie to jest spoko. Może nie potrafię się przyznać przed innym facetem, że jestem takim idiotą.. nie wiem:(

Offline ilonka

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 173
  • Płeć: Kobieta
Odp: bez celu, w martwym punkcie
« Odpowiedź #8 dnia: Styczeń 16, 2013, 11:41:00 »
 
  niektóre leki tak działają,zabijają wszelakie uczucia,żyjesz z dnia na dzień.mi pomoc psychologa nie pomogła.dopiero drugi psychiatra przepisał mi leki,które działają dobrze,motywują mnie,a nie uspakajają.czasem mam gorszych parę dni wtedy muszę się czymś zająć,najlepiej czymś co wykańcza mnie fizycznie.

  szkoda czasu na twoją chorobę,może trzeba zmienić leki na bardziej aktywizujące,a może lekarza.u mnie na dobre to wyszło.czego i tobie życzę

Offline trash

  • Profesor
  • ******
  • Wiadomości: 2076
Odp: bez celu, w martwym punkcie
« Odpowiedź #9 dnia: Styczeń 16, 2013, 11:56:41 »
szkoda czasu na twoją chorobę,może trzeba zmienić leki na bardziej aktywizujące,a może lekarza.u mnie na dobre to wyszło.czego i tobie życzę
hehe taki jest właśnie problem z SSRI-ami  :> Często za bardzo "mulą". W badaniach wychodzi wielce odpowiedź kliniczna, "mierzona" liebovitzami/beckami, ale coś za coś. Z tym ze niekoniecznie trzeba zmieniać na lek z innej grupy, bo jednak rożnie ludzie na nie reagują, dochodzi też kwesta dobrania odpowiedniej dawki. Ale jak najbardziej dobrze jest wspomnieć psycholowi, ze jednak czego innego oczekujesz po leku.   

Offline Thomas2

  • Z radiem na uszach i wartości swej, w pełni świadomy, świadomy że hej
  • Mityczny użytkownik
  • ********
  • Wiadomości: 5671
  • Keep Calm And Avoid Microbiome Mayhem
Odp: bez celu, w martwym punkcie
« Odpowiedź #10 dnia: Styczeń 16, 2013, 12:37:11 »
Kastracji chemicznej  :P


Offline ilonka

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 173
  • Płeć: Kobieta
Odp: bez celu, w martwym punkcie
« Odpowiedź #11 dnia: Styczeń 16, 2013, 16:58:56 »
 
  na mnie paroksetyna działa mobilizująco,a wiele osób narzeka na zamulenie i senność,kiedy ją biorą

Offline KurT

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 20
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: bez celu, w martwym punkcie
« Odpowiedź #12 dnia: Styczeń 16, 2013, 17:51:55 »
Na razie biorę bardzo małe dawki (sertralina + trazodon). Najgorsze bo mam wrażenie, że się uzależniam od tego gówna. Wczoraj pojechałem do rodziców i nie miałem ze sobą leków. Nie połknąłem na noc i praktycznie w ogóle nie spałem. Dokładniej mówiąc to moje reakcje są dziwne np. czasem mam ataki totalnej głupawki..

Offline ilonka

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 173
  • Płeć: Kobieta
Odp: bez celu, w martwym punkcie
« Odpowiedź #13 dnia: Styczeń 17, 2013, 16:03:48 »
tak to już jest z lekam .ikiedyś brałam paro  rok.odstawiłam bez problemu ale schodziłam powoli do coraz mniejszych dawek.niby nie uzależniają ale organizm odczuwa ich brak.ale wszystko da się przeżyć

Offline marinero

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 2
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: bez celu, w martwym punkcie
« Odpowiedź #14 dnia: Sierpień 24, 2013, 03:27:09 »
hej kolego ja mam podobnie tak sobie spiep...em zycie ze mysle tylko o jednym teraz aby z tad odejsc 38 lat sam tylko ze 10 ostatnich przetańczylem z wódką dziwkami i resztą tego bagna pracuje caly czas ale zmieniam prace nonstop mieszkam z rodzicami w chorym domu  mam GAD stwierdzony u pschychiatry do tego fobie ku..a i to taką najgorszą z możliwych boje sie dzieci normalnie takze ja mam przesrano a Ty walcz z tym scierwem ponieważ mozna wygrac sam pokonalem lęk przed ludzmi wystąpieniami jedzeniem w restauracjach itp jest oki ale nerwica nedaje mi za wygraną i dopier...a teraz ze wszystkich swoich sil uwież a w domu dolewają jej oliwy smacznej   <szok>  psychiatrzy wypisują tylko recepty i to jest takie lotto trafi albo nie ja po 4 lekarstwach sam dobralem sobie lek effectin i pomógl mi teraz lece na czysto ale ide w poniedzialek bo oszaleje i sie jeb...e juz mialem 1 próbe takze terapeutą to jest życie i ja i internet poco zlodzieją placic ciężkie pieniądze jeszcze sie roztalem z kobietą takze Panowie i Panie niemacie naprawde problemów pozdrawiam
« Ostatnia zmiana: Sierpień 24, 2013, 12:41:51 wysłana przez fobka, Powód: cenzura! »