Autor Wątek: Historia Andrzejka  (Przeczytany 3435 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline andrzejek606

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 43
  • Płeć: Mężczyzna
Historia Andrzejka
« dnia: Listopad 30, 2009, 18:11:09 »
Jako, że zarejestrowałem się tu, to postanowiłem też opisać swoją historię. Mam nadzieję, że nie zanudzę Was zbytnio.

Był pewien słoneczny, zimowy dzień, kiedy przyszedłem na świat. Oczywiście nic nie zapowiadało nieszczęścia jakim było moje dalsze życie. Byłem taki jak każdy. Jadłem, spałem i płakałem. Można by powiedzieć, że byłem kolejnym szczęśliwcem, któremu było dane żyć w tym cyrku zwanym światem. Ale już dwa tygodnie później zdarzyło się coś, co przyćmiło sielankę. Na rękach ciotki zasłabłem i trafiłem na kilka tygodni do szpitala. Diagnoza? Nie wiadomo. Podejrzewali padaczkę. Skończyło się na tym, że musiałem brać jakieś tabletki i nie mogłem być szczepiony do 12. roku życia. Ataku padaczki nigdy nie miałem. Zastanawiam się teraz czy to wydarzenie nie mogło mieć jakiegoś związku z moją fobią. Może coś mi się w mózgu poprzestawiało wtedy? Potem było w miarę normalnie. Chodziłem z bratem na podwórko, żyłem jak normalne dziecko.

Koszmar zaczął się w przedszkolu. Uwierzycie, że dziecko chodzące do przedszkola może nie powiedzieć tam ani jednego słowa? Ze mną tak było. Nie rozmawiałem ani z rówieśnikami, ani wychowawcami. Jedynie w domu coś mówiłem. Pamiętam, że jak ktoś miał urodziny, to wszyscy składali życzenia, a ja jako jedyny uściskiwałem solenizanta :-). Zresztą moje nie mówienie było powodem bardziej nieprzyjemnych zdarzeń. Pewnego dnia wyklejaliśmy coś i mnie skończył się klej. Nie poprosiłem Pani o nowy, więc zostałem przez nią nazwany "fujarą". Mam wrażenie, że w przedszkolu traktowali mnie raczej jak wybryk natury. Chociaż były też optymistyczne akcenty. Był pewien chłopak, bardzo towarzyski. Pożyczył mi kiedyś samochodzik :-). Zresztą każdemu pożyczał. Ale ogólnie byłem sam, kiedy nadchodziła pora wyjścia i wszyscy się bawili, ja bawiłem się w kącie w samotności. Pamiętam do dziś jak wszyscy bawili się razem, a ja jak dzikus siedziałem sam. Pamiętam nawet, że najbardziej lubiłem bawić się śmieciarką, albo składałem klocki :-). Zresztą zabawki w przedszkolu mieliśmy "pierwsza klasa" :-D.

A potem zaczęła się szkoła. Było trochę lepiej, bo na początku miałem paru kolegów, chociaż utrzymywałem z nimi kontakt tylko w szkole. Najbardziej jednak bałem się dziewczyn, bałem się im nawet powiedzieć "cześć", z resztą mam tak do dzisiaj :-). W pierwszej klasie dziewczyny dały mi nawet na dzień chłopaka kilka laurek (mam je do dziś), ale później już się zraziły. Kolegów też straciłem. Właściwie został tylko jeden, którego mogłem nazywać nawet przyjacielem, ale był trochę upośledzony więc był bardzo nielubiany. W rezultacie mnie też niezbyt lubili. Jednak do czwartej klasy miałem jeszcze jako taki kontakt z kilkoma osobami. Później było już coraz gorzej. W szóstej klasie nie rozmawiałem już z nikim, poza tym jednym kolesiem. Poza tym nic nadzwyczajnego się w podstawówce nie działo.

Gimnazjum można śmiało nazwać najgorszym okresem mojego życia. Pech chciał, że 90% mojej klasy to byli ludzie z podstawówki. Nie miałem już jednak nikogo, z kim mógłbym rozmawiać, bo przyjaciel z podstawówki poszedł do innej klasy. Pozostałe 10% klasy to byli chuligani i idioci, więc stałem już na przegranej pozycji. Pamiętam do dziś to ciągłe wyśmiewanie kiedy powiedziałem lub zrobiłem coś źle. Pamiętam jak wracałem do domu i płakałem godzinami. Pamiętam jak pierwszy raz myślałem o samobójstwie. Kilka razy chciałem się zabić, ale nigdy nie dokonałem próby samobójczej. Boję się śmierci i mimo wszystko cenię życie. Poza tym chciałem żyć. Udało mi się jakimś cudem nie zawalić szkoły, chociaż w trzeciej klasie było blisko. Pod koniec trzeciej klasy pojawiła się nadzieja, że w szkole średniej znajdę ludzi, z którymi będę w stanie normalnie się porozumiewać i wśród których będę normalnie funkcjonował. Jakiż byłem wtedy naiwny! Pierwszym kryterium przy wyborze nowej szkoły był oczywiście brak ludzi z gimnazjum. Taką szkołę udało mi się znaleźć.

1 września 2005 był dniem, z którym wiązałem ogromne nadzieje. Nowi ludzie, nowe otoczenie. Myślałem, że uda mi się przełamać. Może gdybym wtedy wiedział o sobie to co wiem dzisiaj, bym się zmusił do tego. W każdym razie żadnych zmian nie było. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, że może coś jest nie tak. Jednak niespecjalnie się tym przejąłem. Uważałem, że jak taki jestem od zawsze, to wszystko jest w porządku. Ale na mojej drodze stanęła nowa wychowawczyni. Młoda i zawzięta kobieta. Zauważając to jaki jestem, skierowała mnie do pedagoga szkolnego. Do dzisiaj jej za to nie podziękowałem, bo dzięki temu zacząłem chodzić do psychologa, ale niedługo zamierzam do niej napisać :). Ale wracając do rzeczy. Zaczęło się moje leczenie. Problem z tym, że nie wiadomo co mi było. Psycholog też coś podejrzewała, ale nie była pewna. A jak wyglądały relacje z rówieśnikami? Jak zwykle. Byłem strasznie małomówny, nawet zaczęli zwracać mi uwagę, żebym zaczął się odzywać. Jednak mogę powiedzieć, że jestem ogromnym szczęściarzem. Byłem na tyle dziwny, że w nowej klasie nawet zacząłem wszystkich fascynować. Traktowali mnie co prawda jako wybryk natury, ale byłem przez to ciekawym gościem, więc nie dali mi odczuć swojej niechęci. Przeciwnie byłem dla nich symbolem pewności siebie i opanowania. Czułem jednak, że coś jest nie tak i ta ich życzliwość jednak wydawała mi się sztuczna. Ale był w tej klasie też jeden Koleś, który nie dał za wygraną. Zdarzyła się rzecz niebywała zacząłem z Nim coraz więcej rozmawiać. Coraz częściej siadaliśmy w jednej ławce. Dzisiaj mogę Go nazwać nawet przyjacielem. Nie umiem wytłumaczyć, dlaczego otworzyłem się w stronę tylko tej jednej osoby. Może dlatego, że On dał mi odczuć, że nie zagraża mi i mój umysł pozwolił mi na zbliżenie się do Niego. Fobię zdiagnozowałem u siebie dopiero w maju 2008 roku. Szukałem w internecie informacji o nieśmiałości i trafiłem na fobię. Większość objawów jakoś dziwnie się zgadzała. Przyjąłem więc, że to co jest ze mną, to fobia.

No i tak zaczęła się wojna. Początkowo usiłowałem zastosować jakieś terapie indywidualne, próbowałem też NLP, ale tak jak szybko zacząłem, tak szybko skończyłem. Dopiero w tym roku wybrałem się do psychiatry. Pierwsze efekty leczenia już widzę, ale oczywiście jeszcze dużo przede mną.

Co robię teraz? Obecnie pracuję w warsztacie samochodowym mojego brata. Szukałem pracy przez ostatnie pół roku, ale bezskutecznie, więc do końca roku robię u brata. A co potem? Myślę o pracy w tramwajach :). Początkowo nie byłem do tego przekonany, ale coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że potrzebuję pracy wśród ludzi, więc praca tramwajarza będzie w sam raz. Będę cały czas wśród ludzi z jednoczesnym zachowaniem dystansu do nich. A co najważniejsze tramwaje dają mi po kursie gwarancję zatrudnienia, więc tylko skombinować 6 tysięcy na kurs i nie będę się musiał martwić o pracę przynajmniej na jakiś czas.

Nie napisałem tu co prawda wszystkiego co chciałem, ale na razie tyle wystarczy. Zresztą mógłbym napisać o wiele więcej, ale chodzi o to, żeby przybliżyć moją osobę, a nie pisać książkę. A na autobiografię przyjdzie czas jak będę emerytem :D.

Pozdrawiam! :)

Offline Samek

  • V.I.P
  • *****
  • Wiadomości: 987
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Historia Andrzejka
« Odpowiedź #1 dnia: Listopad 30, 2009, 19:10:34 »
Witaj serdecznie Andrzeju :)
Może mało mówisz ale za to pięknie piszesz.
Witaj w grupie  <przytul>
Tracimy zdrowie w pogoni za pieniadzem tylko po to, by potem stracić pieniadze na odzyskanie utraconego zdrowia.

Offline Lon

  • V.I.P
  • *****
  • Wiadomości: 4508
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Historia Andrzejka
« Odpowiedź #2 dnia: Listopad 30, 2009, 19:33:48 »
Witaj ;)

Offline Obcy

  • Kosmiczny gruz
  • Administrator
  • *****
  • Miejsce pobytu: Czarna dziura
  • Wiadomości: 4725
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Historia Andrzejka
« Odpowiedź #3 dnia: Listopad 30, 2009, 20:58:21 »
Dobrze że odważyłeś się i napisałeś tyle o sobie. Brawo :)
Pięknie piszesz choć o trudnych sprawach.
"Pomiędzy życiem i śmiercią znajduje się pragnienie.
Pragnienie życia, miłości, wszystkiego co dobre…
I to pragnienie jest źródłem wszelkiego cierpienia."

Offline Laleczka

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 636
  • Płeć: Kobieta
  • ZBUNTOWANY ANIOŁ
Odp: Historia Andrzejka
« Odpowiedź #4 dnia: Grudzień 01, 2009, 17:57:01 »
Welcome :)
Z plastikowych rzęs płynie sztuczna łza, tak już czasem jest nawet gdy oczy są ze szkła...

Offline iksemel

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 233
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Historia Andrzejka
« Odpowiedź #5 dnia: Grudzień 06, 2009, 18:57:00 »
To co piszesz jest smutne ale widać, że wychodzisz jednak na prostą - inaczej pewnie szukałbyś takiej pracy, aby kontakt z ludźmi był jak najmniejszy (albo nie szukałbyś jej wogóle). Myślę, że to właściwy kierunek i tylko życzę Ci aby było coraz więcej ludzi przed którymi uda Ci się otworzyć... :)

Offline kasencja23

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 105
  • Płeć: Kobieta
Odp: Historia Andrzejka
« Odpowiedź #6 dnia: Grudzień 03, 2010, 21:24:32 »
Brawo Andrzej!!!chylę Tobie czoła...

Offline nika

  • V.I.P
  • *****
  • Wiadomości: 5053
  • Płeć: Kobieta
Odp: Historia Andrzejka
« Odpowiedź #7 dnia: Styczeń 05, 2012, 22:36:31 »
Andrzejek dawno tu nie zaglądał ;>. Blog zlikwidował, ciekawe co u niego. Może przeczyta i się odezwie <glupek2>
Nie poznajemy dróg, którymi już szliśmy, nasza pamięć przestała funkcjonować. Świat rozpadł się w serię obrazów, których znaczenia nie rozumiemy, i których nie potrafimy połączyć w logiczną całość. Zagubiliśmy klucz do naszego umysłu. A. K.

Offline Sowa

  • zgubiona
  • Kreatywna
  • *****
  • Miejsce pobytu: Sląsk - trochę dolny, trochę górny
  • Wiadomości: 739
  • Płeć: Kobieta
Odp: Historia Andrzejka
« Odpowiedź #8 dnia: Styczeń 10, 2012, 13:11:59 »
Prawdopodobnie wyleczył się z fobi i spalił mosty :P
cud, że konta nie usunął <hm>
czy to że nie potrafię poprawnie pisać po polsku oznacza, że jestem gorszym człowiekiem?