Autor Wątek: Fobia społeczna - moja historia...  (Przeczytany 2133 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Dark_paradise

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 13
  • Płeć: Kobieta
Fobia społeczna - moja historia...
« dnia: Sierpień 18, 2013, 16:15:33 »
Witam!

Na początku chciałam zaznaczyć że jest to mój pierwszy wpis na tym forum. Mam 18 lat i jestem dziewczyną. Otóż nie za bardzo wiem od czego tu zacząć, nie pamiętam kiedy dokładnie pierwszy raz pokazała się u mnie fobia społeczna. Wydaję mi się że był to początek gimnazjum, albo środek szóstej klasy. Zawsze byłam raczej spokojna, z opowieści rodziców wiem że od zawsze byłam nieufna wobec innych ludzi. W przedszkolu jednak pamiętam jak brałam udział w przedstawieniach, podobnie w podstawówce. Miałam kilka koleżanek, trzymałyśmy się razem aż do końca gimnazjum. Jednak gimnazjum wspominam jako koszmar. Doskonale pamiętam pierwszy dzień i to było coś takiego że stałam na korytarzu, gadałam z koleżankami i nagle dopadła mnie taka myśl że wszyscy mnie obserwują, a ja nie wiedziałam co mam zrobić z twarzą. Ogólnie do gimnazjum poszłam ze złym nastawieniem ponieważ w wakacje koleżanki mówiły mi o koceniu, dokuczaniu nowym uczniom itp. No i właśnie tak naprawdę mogę powiedzieć że w gimnazjum zaczął się mój koszmar. Nie pamiętam dużo z tamtego okresu, wydaję mi się że większość rzeczy po prostu wymazałam z pamięci. Wiem że najbardziej stresującą rzeczą były dla mnie godziny wychowawcze. Wtedy zazwyczaj wszyscy siadaliśmy w kółku i mieliśmy opowiadać o bieżących sytuacjach. Często zdarzało się że unikałam tych lekcji ale tak naprawdę nie wiedziałam jeszcze wtedy co tak naprawdę mi jest. Nie pamiętam jak dokładnie dowiedziałam się o fobii społecznej, ale wydaję mi się że natrafiłam na wzmiankę o niej w internecie kiedy wpisałam objawy jakie u siebie dostrzegam. No i tak przeleciało to gimnazjum, miałam kilka koleżanek ale często się kłóciłyśmy, właściwie to miałam je tylko dzięki mojej można powiedzieć przyjaciółce z którą po prostu trzymałam się razem. Więc kolegowałam się też z jej znajomymi. Właściwie to wydaję mi się że ona trzymała się ze mną tylko dlatego że po prostu znałyśmy się wcześniej i ona znała mnie jeszcze sprzed fobii społecznej. Wiedziałam jednak że ona widzi że coś się we mnie zmieniło, w końcu reszta klasy uważała mnie za dziwaka. Ale ja się starałam chociaż będąc sam na sam z tą grupką koleżanek stwarzać pozory. Dodam jeszcze że prawdziwym ''wybawicielem'' stała się dla mnie guma do życia. Potrafiłam żuć gumy cały dzień i tak naprawdę do tej pory nie potrafię się z nimi rozstać. Moja mama była jedyną osobą która wiedziała o moich lękach, ale oczywiście nie miała pojęcia że istnieje coś takiego jak fobia społeczna, a ja sama przed sobą zaprzeczałam że mogę ją mieć. Ale pamiętam jak mówiłam matce że nie chce chodzić na te godziny wychowawcze, że kosztuję mnie to cholernie dużo zdrowia.  Ale ona tego nie rozumiała. Nie potrafiła zrozumieć i tak naprawdę do tej pory nie potrafi pojąć tego ile mnie to wszystko kosztuję. Ale po kolei. Po gimnazjum poszłam do liceum. Liczyłam na to że może kompletne odcięcie się od środowiska sprawi że to wszystko minie. Do liceum dojeżdżałam, wcześniej do gimnazjum chodziłam koło domu. Niestety tak się nie stało. Na początku było w miarę ok, znalazłam dwie koleżanki ale potem kompletnie się odcięłam. No i znowu, zostałam klasowym dziwakiem. Z tym że teraz nie miałam już żadnych sprzymierzeńców. Wtedy po prostu musiałam się przyzwyczaić, do tego jak jest. I tak żyłam z dnia na dzień, moim sposobem na radzenie sobie ze stresem było to że wracałam ze szkoły, siadałam do komputera i skupiałam się tylko na tym. Przeglądałam bez sensu jakieś strony, oglądałam seriale. Po pierwszej klasie ledwo zdałam, ale zdałam. Postanowiłam zmienić szkołę i udać się do psychologa. Niestety tamten psycholog okazał się beznadziejny. Nie dosyć, że płaciłam pieniądze, to ta pani nie pomagała mi w bieżących sytuacjach tylko cały czas szukała problemu w mojej rodzinie. Zrezygnowałam. Chodziło również o kwestię finansowe. Po wakacjach przeniosłam się do nowej szkoły. Niestety spędziłam tam może 2 miesiące. Historia znowu się powtarzała. Tym razem doszły jeszcze bardziej kłopotliwe objawy, takie jak czerwone plamy ze stresu, które są moją zmorą. Wiedziałam że nic  z tego nie będzie. No i tak zaczęło się wagarowanie. Opuszczałam cholernie dużo lekcji, przez co moimi jedynymi ocenami były jedynki.  Przed końcem pierwszego semestru poszłam do nowej pani psycholog i razem z nią podjęłyśmy decyzję o liceum dla dorosłych. Moja matka nie potrafiła tego zrozumieć, ale po jakimś czasie po rozmowie z panią psycholog w końcu się zgodziła. Ja uznałam że nie dam rady już wrócić do tej szkoły, więc udało się załatwić żebym siedziała w domu, żeby potem pójść do szkoły dla dorosłych i powtarzać pierwszy semestr drugiej klasy. W międzyczasie chodziłam na terapię, która trochę mi pomogła. Po feriach poszłam do tej nowej szkoły, akurat skończyłam 18 lat. No i nie powiem. Możliwość chodzenia do szkoły tylko 3 razy w tygodniu okazała się dobrym wyjściem. Skończyłam 1 semestr w tej szkole i po wakacjach idę na semestr 2. Mam pół roku straty. Jednak z tą terapią różnie bywa.  W wakacje nie chodziłam, bo ta psycholog miała urlop, potem poradnia była zamknięta. Ale mam zamiar ją wznowić. Chodziłam też oprócz indywidualnej na grupową, ale średnio mi ona pomaga. Widzę, że ta psycholog najchętniej posłała by mnie tylko na tą grupową, ale tam nie mogę omawiać swoich bieżących problemów. Nie podoba mi się sposób w jaki ona jest prowadzona. Są to zajęcia  w małej grupie, prowadzone przez 2 panie. Lecz tak naprawdę wydaję mi się że nikt nie chce się przyznać po co tak naprawdę tam jest. Robimy jakieś głupie zadania, takie jak na zwykłej integracji w szkole. Tak naprawdę nie wiem jak powinna wyglądać taka terapia. Wydaję mi się psycholog trochę się na mnie obraziła za to że jestem tak na ''nie'' w związku z terapią grupową. No i tak sobie żyje. W tej nowej szkole mam jedną koleżankę, ona chyba w miarę mnie lubi. Do tablicy nie jestem brana, zazwyczaj siedzę grzecznie w ławce i się nie odzywam. W te wakacje jednak częściej zaczęłam się kłócić z matką. Ona chyba tak do końca do tej pory nie potrafi zrozumieć, ile mnie to wszystko kosztowało i nadal kosztuję. Mam ogromny żal do niej że tak naprawdę przez całe gimnazjum i to pierwsze liceum kiedy widziała że coś jest ze mną nie tak, nie zrobiła nic żeby mi pomóc. Kiedyś nasze relację były w porządku bo ona zastępowała mi brak przyjaciół. Ale z czasem zaczęłam głośno mówić co mi się nie podoba w jej stosunku do mnie. Po prostu zaczął mi przeszkadzać fakt że ona jest tylko dobra kiedy wszystko jest w porządku. A kiedy zaczynają się moje problemy to ona odwraca głowę, ignoruję je. Nadal jest mi ciężko. Miewam takie dni że boję się wyjść z domu. Ale z terapii wiem że muszę się wtedy zmusić i wyjść chociaż do sklepu. Najgorsze jest to że moja rodzina tego nie rozumie. Jedyną wtajemniczoną jest moja matka, a reszta nawet nie wie że chodzę teraz zaocznie do szkoły. Jednak jej stosunek do mnie jest tragiczny. Ostatnio np kiedy wyskoczyły mi czerwone plamy, to ona zaczęła gadać że ta terapia jeszcze gorzej mi zrobiła, często tez w kłótni mówi mi że jestem wariatką. Ja też często kiedy czymś mnie wkurzy to reaguję płaczem. Ona wtedy patrzy się na mnie jak na obłąkaną. Nikt mnie nie rozumie. Ja nadal ratuję się gumą do życia, choć staram się ograniczać. Nie ma przyjaciół, przez całe wakacje nie zamieniłam z żadnym rówieśnikiem słowa.


Ok, strasznie się rozpisałam. Jest wiele rzeczy których jeszcze nie poruszyłam, ale to może potem. Strasznie jest ciężko opowiedzieć na raz o wszystkim :)

Offline Dark_paradise

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 13
  • Płeć: Kobieta
Odp: Fobia społeczna - moja historia...
« Odpowiedź #1 dnia: Sierpień 18, 2013, 16:40:33 »
Mam nadzieję, że komuś będzie chciało się to przeczytać. Ja po prostu potrzebuję się wygadać i porozmawiać z ludźmi którzy mają podobne problemy.

Offline Exeen

  • Legendarny użytkownik
  • *******
  • Wiadomości: 2656
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Fobia społeczna - moja historia...
« Odpowiedź #2 dnia: Sierpień 18, 2013, 16:44:16 »
Witaj na forum Dark_paradise  ^^
Przeczytałem całość  ;D 
Przykro mi, że tak potoczyła się Twoja przygoda ze szkołą. Ma na to wpływ wiele różnych czynników. Na pewno nie jesteś "dziwna", tylko raczej nieprzyzwyczajona do interakcji z ludźmi, co niejako jest efektem lęku ale także napędza fobię społeczną. Mam nadzieję, że spodoba Ci się na forum i poznasz wiele sympatycznych i interesujących osób ^^

Offline Dark_paradise

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 13
  • Płeć: Kobieta
Odp: Fobia społeczna - moja historia...
« Odpowiedź #3 dnia: Sierpień 18, 2013, 16:46:40 »
Dzięki :)

Offline Thomas2

  • Z radiem na uszach i wartości swej, w pełni świadomy, świadomy że hej
  • Mityczny użytkownik
  • ********
  • Wiadomości: 5671
  • Keep Calm And Avoid Microbiome Mayhem
Odp: Fobia społeczna - moja historia...
« Odpowiedź #4 dnia: Sierpień 18, 2013, 18:10:07 »
Witaj ma forum i nie trać wiary nie dawaj się chorubsku i powróć do życia  :D

Tutaj napewno znajdziesz porady jak sobie pomódz co w tym forum jest najcenniejsze  :P


Offline Dark_paradise

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 13
  • Płeć: Kobieta
Odp: Fobia społeczna - moja historia...
« Odpowiedź #5 dnia: Sierpień 18, 2013, 19:45:30 »
Dzięki, staram się  :>

Offline Carmen1316

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Miejsce pobytu: Kraków
  • Wiadomości: 7
  • Płeć: Kobieta
Odp: Fobia społeczna - moja historia...
« Odpowiedź #6 dnia: Wrzesień 17, 2013, 13:12:32 »
Piszesz, o wszytskim tak szczerze, więc mam wrażenie, że w pewnym sensie akceptujesz swój problem. Wydaję mi się, że troszkę Cie rozumiem, też w gim nie roztawałam się z gumą :P Jak byś chciała popisać to daj znąć, też nie lubię samotności :D

Offline D2B4

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 30
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Fobia społeczna - moja historia...
« Odpowiedź #7 dnia: Wrzesień 17, 2013, 13:50:22 »
Masz bardzo podobne objawy do mnie, tez opuszczałem a czasami jeszcze opuszczam zajęcia, tylko że o moich problemach nikt nie wie, jakoś nie mam odwagi komukolwiek o tym powiedzieć dlatego zarejestrowałem się na forum :) Co do gum nie mam takiego problemu ale o wiele gorszy bo z tego wszystkiego pochłonęły mnie inne używki... Ale teraz jest w miarę ok wszystko powoli wraca do normy, myślę że wszyscy jakoś wspólnie stawimy czoła problemom które nas nękają i je przezwyciężymy, czego wszystkim tutaj życzę :)
Na świecie nie ma ludzi normalnych i nienormalnych, tylko są ci pozamykani w zakładach i ci, którzy nie zostali przebadani.

Offline el in chains

  • 宇宙魔女
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 849
  • Płeć: Kobieta
  • quoth the raven, nevermore
Odp: Fobia społeczna - moja historia...
« Odpowiedź #8 dnia: Październik 09, 2013, 16:56:04 »
podziwiam za szczerość, choć to tylko internet nie wiem czy była bym w stanie aż tak się otworzyć mając świadomość, ze po drugiej stronie kabla siedzą żywi ludzie.
My veins are blue and connected and every single bone in my brain is electric




“ Niby wszystko miałem jak po maśle: dobrych rodziców, nie najgorsze rodzinne warunki materialne, nie byłem też chyba głupi, ale sam siebie cholernie nie lubiłem. Nieustannie wydawało mi się, że jestem gorszy od innych: słabszy, mniej przystojny, tchórzliwy, nieśmiały, bez muskułów, jednym słowem dupa. ”
-Beksiński