Autor Wątek: Z fobią przez życie... moja miłosna historia ... i pytanie: ile można z fobią?  (Przeczytany 1837 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline yoyo

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 7
  • Płeć: Kobieta
  • Jestem zagubiona bez mojego białego kota Artemisa.
Jak się komuś chce czytać to zapraszam  <shy>

Witam, jestem nowa na forum i postanowiłam zacząć pisać bo może to mi pomoże walczyć z moją fobią.

Z góry bardzo przepraszam że nie podaję  swojego imienia, boję się. Mam nadzieję że to uszanujecie. Może za jakiś czas się odważę napisać moje imię. Póki co możecie mówić mi Luna. Oczywiście jeśli chcecie.

Ale historie moją chyba nie umiem od początku powiedzieć bo chyba całe życię się za mną ciągnie jak cień. Napewno odkąd sięgam pamięcią czyli jak miałam około 7 lat życia swego.

Mam obecnie lat 32 czyli za młoda to już nie jestem. Obecnie moja lekarz zmieniła mi lek na taki który leczy konkretnie fobię społeczną.
Ja nawet w tej chwili mam sporą obawę że może przesadzam nazywając swoje problemy fobią społeczną. It's crazy. Leczę się z lęków ok około 9 lat. W karcie mi lekarz wpisała: Nerwica lękowa z elementami fobii społecznej. Nieźle że ze strachu potrafię się zachowywać jakoby mi nic nie było.

To że mam problem ze zdrowiem psychiczny naprawdę to przekonałam się dopiero jak miałam około 21 lat. Wtedy byłam już na studiach. Teraz pytanie jakim cudem taki fobik jak ja miał odwagę pójść na studia i je kontynuować?????????????????????? :-? <ei29nuda>

Otóż to takie błędne koło  :blank: jest u mnie. Boję się iść do przodu ale boję się też sprzeciwić komukolwiek nawet własnej matce.
Mam siostrę o rok młodszą ale ona nigdy nie rozumiała jak można się bać domofon podnieść jak dzwoni :(
No więc mama porozmawiała z wujkiem z tej miejscowości gdzie studiowałam (i mieszkam aktualnie czyli 300 km od rodzinnej miejscowości)
no i poprosiła go o to żeby mi pomógł na początku. No to ja się bałam powiedzieć że się boję bo ja nawet nie pamiętam jak on wygląda. Jak już siedziałam w pociągu to uważałam że i tak nie poznam ciotki bo ciotka po mnie wyszła. Na szczęście to ona mnie poznała i mogłam udawać że poprostu jej nie zauważyłam.

No i tak będąc liściem porwanym przez nurt rzeki zwanej rodzina zostałam "zmuszano" do pójścia w świat.

To był mój punkt zwrotny życia. MIałam wtedy 19 lat. Ludzie ze studiów i z akademików mnie jeszcze nie znali więc pomyślałam że w nowym obcym miejscu (serio cieszyłam sie ze nie musze mieszkać u cioci i wujka - bałam się z nimi mieszkać, że pomyślą że jestm leniwa i nic nie umiem a ja to wszystko ze strachu).

Na moim roku i kierunku na studia trafił taki fajny koleś, odważny, miły i przyjazny. Patrzyłam z daleka i obserwowałam. On wymyślił że trzeba zrobić w dyskotece studenckiem impreze zapoznawczą wszystkich kierunków naszego roku na wydziale i o wszystko się zatroszczył. Jedna nowa koleżanka i jedna z czasów podstawówki powiedziały że ja też musze iść choć oczywiście chciałam sie wykręcić że źle się czuje itd. Ale one na to że chociaż na chwile.

No i na imprezce było wielkie BUM pozytywne BUM. Było tak normalnie chwilami ze nie mogłam uwierzyć ze tam jestem i jeszcze nie uciekłam. Szczerze mówiąc byłam do tego momentu życia pomijając imprezy szkolne aż jeden raz na dyskotece i to byłam na niej 5 minut może bo myślalam ze wszyscy widzą że nie umiem tańczyć chociaż nic nie zdążyłam nawet powiedziec. Stchórzyłam........... <glupek2>

Na imprezce na studiach która odbyła się w około miesiąc po rozpoczęciu roku poznałam go. Konkretnego go. Nazwimy go tutaj Artemis bo nie wiem czy by się zgodził żebym podała jego imię. I dzięki nie mu nie cofnęłam sie tylko cały czas dalej się staram. On jest moim białym kotem z awatak ale włosy ma czarne. Oczywiście nie odrazu zaczelismy chodzić ze sobą. On był "tutejszy" więc mieszkał z rodzicami. Widywałam go tylko na wykładach i wtedy nawet nie czułam żadnych porywów serca ale dlatego że bałam się podnieść oczki. Spiłam się wtedy i on się spił a wiadomo że człowiek nieco odważniejszy się robi jak wypije. A to było moje drugie w życiu piwo. Pierwsze mama mi w domu dała jak skończyłam lat 18 hehe. Nawet 18-tkę miałam tylko z mamą siostrą i babcią. No i do tańca poprosił i zatańczyliśmy wtedy. Potem on mnie szukał jakiś czas bo on był z innego kierunki i się mijaliśmy. Potem sięokazało że mamy razem jakieś wykłady. Do mnie podeszła jakaś dziewczyna która też była na moim kierunku i mówi że taki jeden chłopak mnie szuka. Nie wiem jak ale to było jak w transie że podeszłam do niego i zagadałam a może tylko sygnał jakis dałam a to on podszedł...? Nie pamiętam, zresztą nie ważne :P

Trochę rozmwialiśmy jak się wykłady kończyły. Wtedy już miałam adres e-mail. Ktoś z akademika pomógł mi założyć bo ja dopiero na studiach miałam dostęp do internetu. No i dałam Artemisowi mój e-mai. potem po nowym roku przestał przychodzić na zajęcia. Nie pisał e-maili. Czułam się okropnie. Pomyślała. Mój pierwszy w życiu kolega z którym zamieniłam więcej słów niż z jakimkolwiek innym chłopakiem.
Odważyłam się napisać e-mail żeby napisał co się stało i czy chce utrzymać znajomość. A jeśli tak to proszę o coś naprzeprosiny (miałam wtedy na myśli jakieś lody czy coś) W między czasie zaczął mi się podobać inny kolega z akademika. Ale na tym się skończyło.
To Ci dopiero fobia społeczna opóźniła moje dorastanie. W tym koledze z akademika to było moje pierwsze zauroczenie miłosne. Oczywiście tylko z daleka bo co jeśli on mnie wyśmieje. Co jesli stwierdzi że ja mówię dziwne rzeczy???? itd itp...
przyszedł kwiecień. krótko przed majówką dostałam e-mail od Artemisa. A tam:

"... Może masz w głowie myśli bardziej szalone niż ja.
 Może masz skrzydła, których by Tobie pozazdrościł ptak.
 Może masz serce całe ze szlachetnego szkła.
 Może masz kogoś, a może właśnie kogoś Ci brak.
..."

Pomyślcie co mogła czuć dziewczyna, która nie znała tego zespołu i tej piosenki,
która czuła się człowiekiem zapomnianym przez świat, czarna owca całej rodziny no i samonta do bólu. Która nie ma przyjaciół a jadynie poprostu zna kilka osób no i ma rodzine do której boi się odezwać....

Wtedy trochę się kolegowałam z tym kolesiem który zorganizował ta zapoznawczą imprezkę studencką. Też mieszkał w akademiku. No oczywiście to kolegowanie było na zasadzie takliej ze umiałam się z nim przywitać i jak miał do mnie pytanie to nie bałam się odpowiedzieć. Poszłam przestraszona jak małe kurczątko do tego kolegi i mówię dostałam taki e-mail i ktoś dla mnie wiersz napisał, dziś się z tego śmieję że tak pomyślałam wtedy, hahaha, miłe wspomnienie. i zaraz potem dostałam zaproszenie na majówkę od Artemisa. Na spacer :D To były 3 cudownie dni chodzenia, śmiania się i rozmawiania i chodzenia i śmiania się. Jego ulubione powiedzonko z tamtych czasów to: "Jestem zkręcony jak paczka drożdży"
Wyjaśnił mi wtedy  że się nie odzywał bo zrezygnował ze studiów (poprostu nie odpowiedni dla niego kierunek studiów, nie ten wydział :P ) w domu miał akurat remont no i on nie miał dostępu do internetu w domu. No i stało się. W ciągu tych trzech dni zakochałam się po uszy....

Potem poszło szybko. Po wakacjach zapytał mnie bo od tamptej pory pomijając wakacje gdzie musiałam do domku wrócić, spotykaliśmy się częściej. To było jak w magicznym śnie. Wtedy naprawdę wszystko wydawało się piękniejsze a wakcje stały się udręką tęsknoty.... 13 października mi się oświadczył ale tak spontanicznie. To był moment taki że ja w tym dokładnie momencie pomyślałam: "Jeśli teraz się mnie by zapytał czy za niego wyjdę to zgodzę się. Jak ja bym chciała żeby zapytał teraz póki mam odwagę powiedzieć TAK" a pragnęłam tego żebyśmy całe życie mogli razem spędzić. Czułam się jakby wreszcie spotkała kogoś kto choć trochę mnie rozumie. I w tym momencie usłyszałam to pytanie. Tak normalnie, tak poprostu i tak z miłością. Patrzyliśmy sobie w oczki a ja wiedząc że nie jest łatwo zadać takie pytanie równo mocno jak na nie odpowiedzieć poczekałam aż "postawi znak zapytania" i poprostu odpowiedziałam TAK. Słuchaliśmy wtedy IRY z kasety a może IRON MAIDEN z płyty winylowej. Nie pamiętam.
Niedawno w ERGO ARENIE był koncert IRON MAIDEN i mój Artemis który jest chyba od zawsze ich fanem dostał ode mnie bilety w prezencie oczywiście nie na obrzeżachy tylko przy scenie. Jesteśmy  9 i pół roku po ślubie a znamy się 13 lat. Ja dalej go tak samo szaleńczo kocham...  <lovely>

Na dziś to tylko. Za jakiś czas dopiszę w tym wątku co  było przed studiami.... to gorszy rozdział mojej historii będzie więc nie preędko się odważę. 
<lovely> <szok2> <glupek2> <szok> <jabol2> :'( <ei29nuda> <ei29nuda> <ei29nuda> <ei29nuda> <ei29nuda>

 :blank:

Tymczase idę mążowi zrobić obiadek :D <nihil>
Gdzie ja jestem?
Kiedy ja jestem?
Kim ja jestem?
Bez mojego Artemisa jestem:
- nigdzie
- nigdy
- NIKIM                                       /Luna/

Offline Thomas2

  • Z radiem na uszach i wartości swej, w pełni świadomy, świadomy że hej
  • Mityczny użytkownik
  • ********
  • Wiadomości: 5671
  • Keep Calm And Avoid Microbiome Mayhem
Dobra opowieść ale na forum sa pokoje prywatne, jak ktoś spełni wyymogi i tam się raczej pisze prywatne rzeczy  ;)


Offline KPWT

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 229
  • Płeć: Mężczyzna
Że też ci się chciało tyle pisać.

Offline yoyo

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 7
  • Płeć: Kobieta
  • Jestem zagubiona bez mojego białego kota Artemisa.
Nie było mnie sporo czasu na forum, normalnie chciałam się podzielić moją historią  <shy> Najdziwniejsze jest to że brzmi jakby była wymyślona i zawsze si ę boję że ludzia tak właśnie myślą. Ale to są fakty. Najważniejsze  że jestemy razem i nie umiemy żyć bez siebie. My nawet jak się pokłocimy to chcemy być e sobą i jak nerwy ogasną szukamy kontaktu ze sobą.
Mam nadzieję że być może powiem w ten sposób niektórym że trzeba o siebie walczyć  <lovely> Czyli o swoje życie, o swoje uczucia i prawo do poczucia wartości samego siebie :] Dziś mam lepszy dzień. Ciekawy co przyniesie jutro? Musze autko zholować do warsztatu. Dałam rade zadzwonić do mechanika :] Małymi kroczkami ale do przodu haha :D
Nie wolno się poddawać i należy wychodzić problemom na wprost. Może raz się wygra a raz przegra ale ostatecznie prowadzi to do zwycięztwa  <lovely>

No i nałogowo gram w wiewiórki jak tylko mam na to czas i energię :D Chyba jestem pokręcona hehe... ^^ <nihil>

Dziś poznałam pewną dziewczynę, moją nową koleżankę, która ma podobne problemy. Chciałbym jej jakoś pomóc ale nie wiem od czego zacząć. hmmm... boję się ale chcę jakoś pomóc. Narazie spróbuje poprostu być dla niej i być osobą z którą może sobie pogadać o wszystkim.
Gdzie ja jestem?
Kiedy ja jestem?
Kim ja jestem?
Bez mojego Artemisa jestem:
- nigdzie
- nigdy
- NIKIM                                       /Luna/

Offline dawson33

  • Zaawansowany użytkownik
  • ****
  • Miejsce pobytu: Bydgoszcz
  • Wiadomości: 257
  • Płeć: Mężczyzna
  • Find good way
Ja tu zadnej fobi nie widze w opisie tylko lekki wstyd
To ja

Offline simplicity

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 57
  • Płeć: Mężczyzna
Fajna opowieść troche jak z filmu. Większość filmów o depresji które oglądałem to komedie romantyczne..niestety przeglądając to forum bardzo rzadko takie rzeczy się dzieją..najlepszym przykładem jest wątek męskiej frustracji na forum..

Na pewnym etapie rozwoju "choroby"/problemów jakakolwiek znajomość i zbudowanie relacji bywa zbyt trudne. Fajnie że ci się ułożyło, dbaj o siebie i walcz o marzenia skoro masz to o czym tak wielu ludzi marzy :))

PS. Chciałbym chcieć grać w wiewiórki :)

PS2. Jak sytuacja z koleżanką?