Autor Wątek: Po raz pierwszy odważyłam się o tym napisać.  (Przeczytany 3913 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Tutti

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 3
Po raz pierwszy odważyłam się o tym napisać.
« dnia: Luty 08, 2014, 23:14:57 »
Cześć,

w ostatnim czasie miałam możliwość po raz pierwszy od dawna przyjrzeć się sama sobie i swoim zachowaniom. Odczuwam nieustanny stres i lęk, którego wcześniej nie zawsze byłam świadoma. Zdawałam sobie z niego sprawę tylko wtedy, gdy był na tyle intensywny, że nie dało się go nie zauważyć.

Lęk, który odczuwam towarzyszy mi bardzo często, głównie spowodowany jest oceną, opinią, obserwowaniem przez innych ludzi. Mam wrażenie,  że ktoś ciągle na mnie patrzy; na moje ręce; na to co robię; że widzi, że sobie z tym nie radzę; że boję się opinii, oceny i tego, że widzi, iż jestem słaba, beznadziejna, strachliwa i głupia w swojej dziecinnej bezradności.

Mam wrażenie, że jestem niewystarczająco fajna, niewystarczająco ciekawa, niewystarczająco śmieszna bądź wartościowa, by nawiązać z kimś relację, by mieć przyjaciela, by być z kimś w związku.

Często odnoszę wrażenie, że kogoś zanudzam podczas rozmowy, że moje słowa są niewystarczająco wyraźne i nie oddziaływają na drugiego człowieka, że jak na dłoni - swoimi wypowiedziami - ukazuję wewnętrzny chaos i zagubienie.
Zdarza mi się jąkać (rzadko), gubić bądź nie dokańczać wątki w rozmowie, zapominam o tym, co chciałam powiedzieć bądź o tym, co ktoś jeszcze przed paroma zdaniami powiedział. W momencie, gdy zaczynam się komuś zwierzać ze swoich jakichkolwiek głębszych przemyśleń, przestaję jasno widzieć to, co chcę powiedzieć, mam wrażenie, że moja wypowiedź jest niesłychanie chaotyczna, więc ucinam swoją wypowiedź.

Mam wrażenie, że nie potrafię powiedzieć w rozmowie z drugim człowiekiem tego, co naprawdę chcę powiedzieć. Często nie umiem zająć swojego stanowiska w rozmowie z drugą osobą. Odnoszę mniemanie, że nie umiem właściwie zareagować na to, co się do mnie mówi. Najchętniej bym milczała i nie wypowiadała się w ogóle.

Tworzenie relacji z drugą osobą niesłychanie mnie męczy. Jest dla mnie wysiłkiem. Nie przychodzi naturalnie. Cały czas zastanawiam się nad tym czy to, co powiedziałam było wystarczająco dobre, by podtrzymać rozmowę, czy ktoś się na mnie nie obrazi za to, co mówię, czy dobrze się zachowałam, czy tak powinnam była zrobić, czy ktoś widzi, że moje zachowanie, słowa, zdanie wyrażają wewnętrzne zagubienie. Boję się zdemaskowania.

Cały czas mam wrażenie, że niewłaściwie reaguję na jakąkolwiek reakcję interpersonalną, że mogłam to zrobić inaczej, lepiej.

Kiedy wychodzę gdzieś sama, nie jestem w stanie normalnie przyjąć spojrzenia drugiego człowieka. Czuję się wtedy bardzo źle, nieswojo, oceniana, szykowana, przeglądana na wylot. Najczęściej patrzę na wszystko tylko nie na ludzi, byle dojść do celu, z nieostającym poczuciem obserwowania. Niekiedy miałam myśli, że tych wszystkich gapiących się ludzi coś łączy, że są w jakimś spisku, że wiedzą o mnie coś, czego ja bym nie chciała wiedzieć, że wiedzą, że jestem od nich gorsza.

Ograniczyłam relacje, kontakty z innymi ludźmi, wyjścia z domu. Nie potrafię nikomu zaufać ani się przed nikim otworzyć. Moje poczucie własnej wartości jest bliskie zeru - choć staram się to tuszować.

Staram się funkcjonować w pracy, głównie to ona pomaga mi całkowicie się w tym nie zatracić. Pomaga mi zebrać się rano do kupy, ogarnąć swój wygląd i zrozumieć, że przez najbliższy czas będę musiała nawiązać chociaż podstawową relacje z drugim człowiekiem. Podoba mi się, bo jest powierzchowna, najprostsza, bezpieczna, nikt nie wnika głębiej, bo jest zajęty pracą, nie pyta o Twoje życie osobiste, problemy. Możesz się odzywać, ale nie musisz. Nie wnikają dlaczego masz dziś taki humor a nie inny, itd. Wykładam towar na półki, a więc tam raczej każdy zajmuje się swoim działem. Po prostu w spokoju wykonuję swoją robotę i wracam do domu.

Planuję wyjechać na jakiś czas na spokojną grecką wyspę, z dala od ludzi, gdzie po prostu wreszcie od tego obserwowania, oceniania, przyglądania, stresu i napięcia odpocznę. Pragnę się stąd wydostać. Jest to jedna rzecz, która naprawdę motywuje mnie do prowadzenia swojego życia. Nie chcę mieszkać i żyć w tym otoczeniu dużych miast, lansu, wartości posiadania, konsumpcjonizmu, oceniania itd. Chciałabym się poczuć wolna od osądów przede wszystkim przez samą siebie, ale do tego potrzebuję przestrzeni, której czuję, że tu nie mam. Ciągle czuję się skrępowana, w niewłaściwym miejscu, o niewłaściwym zachowaniu. Nie potrafię się odnaleźć. 

Offline Thomas2

  • Z radiem na uszach i wartości swej, w pełni świadomy, świadomy że hej
  • Mityczny użytkownik
  • ********
  • Wiadomości: 5671
  • Keep Calm And Avoid Microbiome Mayhem
Odp: Po raz pierwszy odważyłam się o tym napisać.
« Odpowiedź #1 dnia: Luty 09, 2014, 13:54:38 »
To co piszesz to tendencje do uciekania przed samą sobą. Procesy w Twoim mózgu nie przebiegają sprawnie jak powinny. Mózg to toaki sam organ jak wątroba czy serce, ale on jest odpowiedzialny za funkcjonowanie psychiczne.


"Urojenia ksobne (odnoszenia) – przekonanie, że chory jest przedmiotem szczególnego zainteresowania otoczenia, jednostka uważa, że niewinne uwagi i zachowania innych osób odnoszą się do niej, np. ludzie na ulicy rozmawiają właśnie o niej, spiker w radiu czyni aluzje na jej temat, osoby posiadające czerwone elementy ubioru należą do wrogiego choremu stowarzyszenia etc. Często chory, długi czas nie zdradzając się z niczym, bacznie obserwuje znajomych i obcych, wysnuwając daleko idące wnioski z ich uśmiechów, gestów, przypadkowych działań oraz urywków rozmów. Z biegiem czasu dochodzi do przeświadczenia, że jest ośrodkiem zainteresowania wielkiej liczby ludzi, którzy z niewiadomych powodów, jakich jednak czasem on się domyśla, dają mu ukryte znaki, aby mu dokuczyć albo osiągnąć inne cele. Szukając wyjaśnienia rozsnutych koło niego zagadek, chory wikła się coraz bardziej. Do urojeń ksobnych dołączają się urojenia prześladowcze, urojenia wielkościowe i inne. Czasem urojenia ksobne nie mają tego charakteru zwartego logicznie systemu. Takie usystematyzowane urojenia ksobne występują w prawdziwej paranoi (tzw. paranoia sensitiva). Natomiast zdarzają się takie urojenia ksobne oderwane, niekonsekwentne, nie wiążące się w jakąś logiczną całość np. w schizofrenii. Istotą jednych i drugich są zawsze błędne interpretacje spostrzeżeń trafnych, dokonywanych w świecie otaczającym."


Właśnie poczucie bycia w centrum, poczucie bycia obserwowanym , poczucie że jest się ciągle ocenianym i krytykowanym przez innych to urojenia odnoszenia. Jest to bardzo częsty element fobii społecznej.

Lepiej odwiedzić psychologa i psychiatrę niż uciekać przed samym sobą. Zaszycie się w dżungli to nie jest rozwiązanie, równie dobrze chory z takimi tendencjami może się czuć obserwowany przez zwierzęta. Fajnie że pracujesz i jesteś aktywna zawodowo. Życie może wyglądać lepiej :D


lula

  • Gość
Odp: Po raz pierwszy odważyłam się o tym napisać.
« Odpowiedź #2 dnia: Luty 09, 2014, 14:55:46 »
Tutti wspólczuje Ci bardzo, nie mam pojecia czy wyjadz bedzie ucieczka i po powrocie pogłebi te stany, czy pozwoli sie wyciszyc. to sterotypowe, ale moze powinnas porozmawiac z jakims psychiatra, który byc moze skieruje Cie na jakas terapie?? samemu zmieniac myslenie jest cholernie ciezko, w zasadzie z poczatku to niemozliwe, ale potem moze...

Offline Tutti

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 3
Odp: Po raz pierwszy odważyłam się o tym napisać.
« Odpowiedź #3 dnia: Luty 09, 2014, 18:10:30 »
Dziękuję wam za odpowiedzi i wsparcie. Wiem, że wizyta u psychologa jest rozsądna, ale boję się do niego iść. Sama świadomość, że zostanę postawiona w centrum uwagi i będziemy rozmawiać o czymś istotnym - co dotyczy mnie samej - przeraża i hamuje przed podjęciem kroków w tym kierunku. Bardzo długo nie chciałam się przed sobą przyznać, że coś jest nie tak. Wciąż się łudzę. Nie chcę iść do psychologa też dlatego, ponieważ wtedy klamka zapadnie. Będzie wiadomo, że jest coś nie tak, że mam ze sobą jakiś problem. Poza tym, rodzina się dowie. Zawsze byłam tą silniejszą, odważniejszą siostrą. W domu nie pokazuję swoich słabości i nie mam zamiaru. Wolę zamknąć się w sobie.

Ale muszę spróbować iść do specjalisty...

Nie chcę mieć paranoi na punkcie obserwujących mnie zwierząt.

Dziękuję wam. Może wreszcie uda mi się zrobić cokolwiek, by poważnie podejść do tematu. Wesoły Sen, masz rację. Często uciekam. Chciałabym się odważyć stanąć z tym do walki.

lula

  • Gość
Odp: Po raz pierwszy odważyłam się o tym napisać.
« Odpowiedź #4 dnia: Luty 09, 2014, 18:18:13 »
przed rodzina mozna to jakos ukryc, bardziej jesl sie nie mieszka z nimi, ale mniej wiecej rozumiem o co chodzi, pomysl o sobie tylko, u lekarza mozna dac karteczke jesli sie nie da mowic
trzymaj sie Tutti

Offline Thomas2

  • Z radiem na uszach i wartości swej, w pełni świadomy, świadomy że hej
  • Mityczny użytkownik
  • ********
  • Wiadomości: 5671
  • Keep Calm And Avoid Microbiome Mayhem
Odp: Po raz pierwszy odważyłam się o tym napisać.
« Odpowiedź #5 dnia: Luty 09, 2014, 18:58:14 »
Chciałabym się odważyć stanąć z tym do walki.

Walka z zaburzeniami psychicznymi jest trochę inna niż walka na ringu. Trzeba się nauczyć nieprzejmować, rozluźniać i mysleć pozytywnie, funkcjonować i nie zwracać uwagi na chorobę, jakby o niej zapomnieć, nabrać dystansu.

Oczywicie terapia lekami pomocniczo jest wskazana do psychoterapii.

Lepiej ci iśc do specjalisty niż zrobić coś głupiego w zyciu przez chorobę. Naprawde może być o wiele lepiej i spokojniej.


Offline simplicity

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 57
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Po raz pierwszy odważyłam się o tym napisać.
« Odpowiedź #6 dnia: Marzec 17, 2014, 12:36:06 »
Klamka już zapadła, masz problem - przeczytaj swoją wiadomość na trzeźwo, jako obca osoba.. No masz kochana jak większość ludzi na tym forum. Broń Boże nie chce być wredny, ale im szybciej się zareaguje i podejmie działania "naprawcze" tym lepiej - po latach doświadczenia tak uważam.. Załuje że ja nie zrobiłem tego wcześniej.

Sam cię znakomicie rozumiem. Zdecydowałem się w życiu jedynie na psychiatre, od którego leki mi nie pomogły..później postanowiłem odpuścić i wierzyć w siebie..co sprawiło, że doprowadziłem się do gorszego stanu. Patrze z boku na ludzi którym pomaga psychoterapia czy leki - i wiem, że nie ma co generalizować.. Każdy jest inny terapia czy leki jednemu pomogą, drugiemu nie. ale pomyśl że tobie tak? Nie warto iść? Wg mnie warto zaryzykować.

Ja też mam zamiar spróbować od nowa leków + psychoterapii. Co pozostało? ;)

90% procent twojego postu trafia do mnie bo mam to samo. Oprócz tej wyspy greckiej bo zrozumiałem, że jeśli źle się ze sobą czuje to nieważne gdzie będe. Na wyspie greckiej też są ludzie z którymi trzeba nawiązać kontakt..Tam też by moja "schiza" istniała. Choć rozumiem to i w pewnym sensie takie "wyluzowanie" i krótki urlop może pomóc i nabrać nowych sił i to szczerze polecam :)

Powodzenia, napisz od czasu do czasu jak ci idzie :)

Offline loqata

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 8
  • Płeć: Kobieta
Odp: Po raz pierwszy odważyłam się o tym napisać.
« Odpowiedź #7 dnia: Kwiecień 02, 2014, 21:23:01 »
Hej..dokladnie mialam i myslalam identycznie do niedawna, ze tylko wyjechanie gdzies daleko i rozpoczecie ukladania zyia od nowa pomoże,ale to zludne. Zgadzam sie z przedmówcą,jeśli sami nie poukladamy sobie w glowie i nie zajmiemy sie porzadna walką ze swoimi fobiami i lekami (np.przez psychoterapie i farmakoterapie) to gdziekolwiek nie bedziemy to NIC NIE ZMIENI. Jestem przekonana o tym. Mam juz 30tke w tym roku i spory bagaz doswiadczen,jesli chodzi o moje fobie. Wiele lat temu podjelam krotka psychoterapie i leczenie lekami,ale olalam to z jakis powodów i meczylam sie oswajajac swoja chorobe i liczac,ze sie wyzbede jakims cudem tego z glowy i kombinujac wciaz jak kon pod gorke. Eh i tak minelo wiele lat bez zadnych osiagniec w zyciu. Poza tym,ze udalo mi sie chwilke popracowac w paru miejscach i o dziwo zalozyc rodzine. Wiem jednak,ze zycie umknelo mi strasznie przez skupianie sie na swoich lękach i ciagle przybieranie masek. I czesto wkurzalam,a nawet zawiodlam rodzine poprzez zlosc i depresje jaka mnie dopada kiedy wpadam w ataki paniki,lęku i fobii. Nie dosc ze mamy swoje zycie strute to ukrywajac przed innymi prawde trujemy im,czyz nie?
Jakkolwiek jakis tydzien temu znow wrocilam do psychiatry i leków bo nic innego nie pomagalo. To świnstwa,ale bez tego nie nadaje sie zupelnie do relacji z ludzmi. Lekam sie i wycofuje. Polecam clonazepam. Na recepte bardzo tani szit a wycisza lęki, podnosi na duchu i nie usypia. Tylko nie brac jak cukierki!

Offline durbanpoison

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Miejsce pobytu: wrocław
  • Wiadomości: 5
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Po raz pierwszy odważyłam się o tym napisać.
« Odpowiedź #8 dnia: Kwiecień 14, 2014, 13:16:38 »
Witaj, Chcesz powiedzieć ze lekarz podczas pierwszej wizyty zapisał ci najsliniejszą benzodiazepine  i nic poza tym ? Z tego co się orientuje to powinien ci dać jakieś ssri a benzodiazepine kazać brać tylko naprawdę w razie dużej potrzeby. Poza tym zapytaj następnym razem o alprazolam (xanax,zomiren,afobam) (dawka jest taka sama, bo są równie silne) podobno jest odrobine lepszy na lęki od clonazepamu(ten za to lepiej sprawdza się przeciwdrgawkowo u epileptyków i nasennie - nie wiem jak moze nie działać na ciebie chociaż trochę usypiają o :D) I pamiętaj ze przy tych cukierkach tolerancja rośnie bardzo szybko, poza tym działają one w bardzo podobny sposób do alkoholu - modulują kwas GABA, dlatego uzależniają również podobnie. Dodatkowo  po jakimś czasie tracą one część swojej magii wiec rozsądnym jest trzymać je na naprawdę ciężkie sytuacje i zainteresować się SSRI. Pozdrawiam serdecznie.

Posty połaczone: Kwiecień 14, 2014, 13:34:41
Aha jeszcze jedno. Przy Benzodiazepinach nie wolno pic alkoholu:P Wiadomo przy żadnych lekach nie powinno się ale w tym przypadku to jest szaleńsetwo bo jedno podbija działanie drugiego szalenie i można nawet zapaś w śpiączkę. Nie przeszkadza to ćpunom którzy specjalnie popijają "klony "browarkiem" żeby mieć "fazę". To tyle.
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 14, 2014, 13:34:41 wysłana przez fobka, Powód: Połączono podwójny post »

Offline Tutti

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 3
Zmiany są możliwe.
« Odpowiedź #9 dnia: Październik 11, 2014, 00:26:53 »
Cześć, dawno mnie tu nie było, ale trochę się zmieniło. Nie poszłam do żadnego lekarza, nie byłam na żadnej terapii grupowej. Zdarzyło się coś innego, o czym chcę wam opowiedzieć.

Byłam ze znajomą w kawiarence na kawie. Siedziałyśmy przy stoliku przy oknie. Właśnie w tej kawiarence dostałam silnego ataku fobii, jeżeli tak to można nazwać, pojawiły się urojenia i paranoje. Już nie tylko myślałam, że wszyscy w kawiarence na mnie patrzą i mnie oceniają, ale też zaczęło mi się wydawać, że wszystko jest snem. Czas zniknął. Pojęcie rzeczywistości zniknęło. Wydawało mi się, że wszystko, co się działo było nierealne. Mówiłam do swojej przyjaciółki, ale wiedziałam, że mnie nie słyszy. Byłam pewna, że o wszystkim o czym mówimy moja przyjaciółka zapomni, bo to i tak sen, nierzeczywistość, ta sytuacja nie ma dla niej znaczenia. Objawy i strach tak się nasilały, że w pewnym momencie zdawało mi się, że twarz mojej przyjaciółki - jej mimika - wcale się nie zmienia. Widziałam przed sobą cały czas tę samą, nieruchomą twarz. Poczucie odrealnienia było tak silne i tak rosło, czułam wielkie, rosnące ciśnienie, myślałam, że zaraz stanie się coś strasznego i wtedy postanowiłam zrobić coś zupełnie innego, co wydawało mi się jedynym ratunkiem wyjścia z tej paranoi. Zaczęłam dokładnie opisywać swojej koleżance to, co właśnie przeżywam. I to mnie uratowało. Pozwoliło zejść na ziemię. Nagle odetchnęłam i zaczęłam myśleć normalnie. Koleżanka uzmysłowiła mi wiele absurdu w moim myśleniu. Pozwoliła mi spojrzeć na siebie z dystansu, z perspektywy osoby zdrowej, żyjącej ze sobą w zdrowych relacjach. Od tamtego momentu polepszyło mi się. Pozwoliło mi to przyjrzeć się swoim lękom, ich źródłom; a nie tylko je doświadczać i oceniać. Zaczęłam rozumieć siebie i wiele moich schiz zniknęło albo spadł poziom ich natężenia - nie wiem jak to nazwać właściwie. Powoli włączam się do życia społecznego. Robię się odważniejsza i przede wszystkim dbam o swoje wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa. To ratuje mi tyłek w wielu sytuacjach i relacjach z innymi ludźmi. Nie dbam już tylko o to, by zadowolić innych, chcę by ktoś mnie zabawił czasem rozmową. Zaczęłam myśleć o sobie i swoim dobru podczas rozmowy czy relacji z drugą osobą. Zaczynam zauważać również dlaczego czuję się źle, gdy z kimś rozmawiam. Widzę dlaczego reaguję strachem bądź złym samopoczuciem, rozumiem to, akceptuję i po prostu nie pozwalam się krzywdzić, zarówno przez innych jak i przez siebie.

Nie wiem czy tak już zostanie, ale staram się być dobrej myśli. Staram się o siebie walczyć, pamiętać o swojej godności i wartości; o tym, że mam się dobrze czuć sama ze sobą cały czas, bo to ja jestem ośrodkiem swojego bytu, to ja decyduję o tym, jak chcę się czuć. To ja jestem dla siebie poczuciem bezpieczeństwa. Nikt inny mi tego nie zapewni, nikt inny o mnie tak nie zadba. Ludzie mają swoje głowy i swoje myśli. Nie zamierzam tam już im wchodzić. To ich sprawa, co myślą na mój temat. Dla mnie ważne jest moje zdanie. Staram się skupiać na sobie i z tej perspektywy idzie mi całkiem nieźle.
Paranoje już się nie pojawiły i myślę, że odżegnałam je na zawsze. Gdy nawracają złe myśli, natychmiast je wyłapuję i uzdrawiam. Rozumiem, co się ze mną dzieje, w jaką absurdalną paranoję próbuję wkręcić mnie mój umysł. Poznałam swojego demona, poznałam jego sztuczki. Już się nie nabiorę, a przynajmniej się staram. Czuję się o wiele lepiej.
Każdemu kto męczy się z fobią społeczną życzę powrotu do zdrowia. :) Pamiętajcie, że zasługujecie na swój szacunek i swoją miłość względem samych siebie. Jesteście ważni i równi innym ludziom.

Dziękuję za wasze wsparcie. Pomogliście nazwać mi rzeczy po imieniu. Chyba właśnie tego potrzebowałam.
Trzymajcie się ciepło!