Autor Wątek: Moja historia...  (Przeczytany 1185 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Moni

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 7
  • Płeć: Kobieta
Moja historia...
« dnia: Marzec 31, 2014, 11:53:03 »
Witam,
jestem tu pierwszy raz. Dlaczego? Szukałam ludzi, którzy mają podobne problemy, którzy walczą z tymi samymi dolegliwościami, co ja. Czytałam kilka wątków, ale postanowiłam, że opiszę też swoją historię. Mam cichą nadzieję, że trochę mi to pomoże. Takie "wygadanie" się. Nie bardzo wiem od czego zacząć, ale spróbuję jakoś to poskładać, żeby wszystko miało sens.

No więc tak. Moje dzieciństwo było raczej trudne. Mieszkałam z matką alkoholiczką, (która mimo odwyku i kilku terapii pije do dziś) i młodszą siostrą. Mój ojciec mieszka i pracuje w Niemczech odkąd pamiętam. Razem z siostrą widywałyśmy go trzy razy w roku: na święta i w wakacje. Matka problemy z alkoholem miała chyba od zawsze. Częściej widywałyśmy ją pijaną niż trzeźwą. Zdarzało jej się wychodzić na kilka(naście) dni i zostawiać mnie i siostrę same. Pierwszy raz tak nas zostawiła kiedy miałam ok 8 lat, siostra miała wtedy 4. Zawsze musiałam się nią zajmować. Przez alkoholizm mamy to na mnie spadał obowiązek opiekowania się siostrą, co prawda pomagała mi babcia, ale to ja musiałam pilnować żeby odrabiała lekcje, umyła zęby, zjadła itd., itp.
Rodzice od niedawna są po rozwodzie. Ale odkąd pamiętam ich stosunki były dziwne. Jednocześnie cieszyłam się i czułam lęk przed przyjazdem taty do domu. Co wieczór pił z mamą, a potem się kłócili. Tato stosował przemoc wobec mamy. Kilka razy pobił ją do krwi na moich oczach. Zazwyczaj stawałam w jej obronie ( w końcu to moja matka, jaka by nie była), wtedy obrywałam za nią. Nie bił mnie tak jak jej, ale zdarzyło się, że miałam kilka siniaków.
Wracając do alkoholizmu matki, to miałam też kilka innych obowiązków, o których 8-10 letnie dziecko mieć nie powinno. Sama musiałam rozpalić w piecu, przynieść drzewa, zrobić coś do jedzenia, posprzątać w mieszkaniu... Matka miała zwyczaj przyprowadzania do domu swoich "przyjaciół". Zazwyczaj byli to jacyś karalni, zaniedbani mężczyźni, którzy wzbudzali u mnie lęk, wstręt i niechęć. Bałam się ich. Zawsze siedzieli do późna. Czasem nawet nocowali. Nie mogłam wtedy spać. Siedziałam w łóżku, otulona kocem, starałam się zagłuszyć ich rozmowy i rechot muzyką. Ale muzyka nie potrafiła zagłuszyć myśli. Mama zadawała się z różnymi osobami. Kiedyś jeden z jej "przyjaciół" włamał się do domu. Innym razem dwóch mężczyzn weszło do domu, kiedy byłam zupełnie sama. Bardzo się bałam. Uogólniając, to będąc w domu nie czułam się bezpiecznie. Wracając ze szkoły do domu czułam niepokój. Serce biło mi jak szalone. Nie umiałam spać po nocach. Bałam się, że znowu ktoś przyjdzie. Popadałam w jakąś paranoję. Zasypiałam nad ranem zmęczona całonocnym "czuwaniem". Bałam się tak bardzo być może dlatego, że kiedyś jeden z kolegów mamy próbował mnie zgwałcić. Byłam wtedy chyba w drugiej klasie podstawówki...
 Męczyła mnie też opieka nad siostrą.Miałam depresję i sama ledwo się trzymałam. Ale musiałam - dla niej. Bardzo pomagała nam babcia, która była moją rodziną zastępczą. Niestety niedługo po tym, jak dostała rodzinę zastępczą zachorowała. Długo męczyła się z chorobą. Lekarze odsyłali ją z jednego szpitala do drugiego i tak w kółko. Babcia była jedyną osobą, z którą byłam naprawdę związana. Kochałam ją bardziej niż matkę, czy kogokolwiek. Starała się robić co mogła. Niestety, we wrześniu 2013 zmarła na raka...
Wcześniej, bo w sierpniu 2013 przeprowadziłam się z Białegostoku (gdzie mieszkałam od urodzenia) do Bytomia. Przeprowadziłam się do wujka, który został rodziną zastępczą. Dostałam się do wymarzonej szkoły - Liceum Plastycznego o profilu fotograficznym. Bardzo się cieszyłam. Będąc z dala od mamy zaczęłam wychodzić z depresji. Czułam się niesamowicie dobrze. Niestety niedługo. Kiedy we wrześniu pojechałam do domu, żeby odwiedzić babcię, bardzo się zmartwiłam. Jej stan tak bardzo się pogorszył. Następny raz, za kilka tygodni, wróciłam na jej pogrzeb. Załamałam się. Wtedy zaczęły się moje problemy. Nie wiem, co się ze mną stało. Po prostu pękłam. W Liceum Plastycznym nie było łatwo. Codziennie musiałam dojeżdżać godzinę bardzo zatłoczonymi autobusami. W szkole spędzałam 8-10 godzin. Było ciężko. W dodatku zaczęłam mieć objawy, których wcześniej nie znałam. Chodzenie do szkoły, jazda autobusem, przebywanie wśród ludzi było dla mnie problemem. Opuszczałam coraz więcej lekcji. Wspólnie z wujkiem postanowiliśmy mnie przenieść do pobliskiego Liceum Ogólnokształcącego, do którego nie muszę dojeżdżać. Ale nawet po zmianie Liceum problem nie minął. Byłam u psychiatry, stwierdził trzy zaburzenia: depresję, nerwicę lękową i fobię społeczną. Dostałam leki. Najpierw brałam Asertin, ale po miesiącu wciąż było gorzej i gorzej. Teraz biorę Fluoksetynę, jest to odpowiednik Prozaku. Teraz jest troszkę lepiej - przynajmniej nie dostaję ataku paniki, kiedy muszę zostać sama w domu. Od kilku miesięcy usiłujemy znaleźć jakąś pomoc psychoterapeutyczną, ale jest z tym problem, ponieważ na czas trwania całego procesu wujek ma opiekę tymczasową, a wszyscy chcą stałej opieki, bo coś tam, coś tam... I tak nas zbywają.
Nie mam tu znajomych. Z tymi z LP też straciłam kontakt. Mam tu jedynie wujka (i jego rodziców) i chłopaka, którego znałam zanim się tu przeprowadziłam. Wszyscy mnie bardzo wspierają. Czuję się tu naprawdę dobrze. Ale moje problemy ze szkołą... Dziś wujek wybiera się do LO. Umówił się z dyrektorem na rozmowę w związku z nauczaniem indywidualnym.
Dołujące jest to, że nie mam tu praktycznie żadnych znajomych. Ale to z mojej winy, bo przez moją fobię społeczną po prostu nie umiem wykrztusić słowa. Tak bardzo boję się przebywać wśród ludzi. Nie lubię nawet jadać w miejscach publicznych, ani chodzić do Centrum Handlowego. W kinie nie byłam od roku.
Na tę chwilę mam problemy nie tylko z pójściem do szkoły, ale też z wyjściem do sklepu, odebraniem telefonu i w ogóle jakimkolwiek kontaktem z ludźmi. Nie lubię też zostawać w domu. Kiedyś miałam problemy z samookaleczeniem się. Męczą mnie myśli samobójcze. Boję się być sama. Nie wiem, czy bardziej boję się tego, że sama coś sobie zrobię, czy, że ogólnie coś mi się stanie.

Czy mam żal do mamy? Nie. Współczuję jej, bo wiem, że alkoholizm jest chorobą. Czasem tylko tęsknię za "normalną" i trzeźwą mamą...


To tyle. Jej. Mam nadzieję, że ktoś dobrnął do końca tej epopei. Starałam się jakoś skracać, ale tak jakoś wyszło.
« Ostatnia zmiana: Marzec 31, 2014, 12:02:14 wysłana przez Moni »

Offline JOY OF SATAN

  • Kolorek JOY OF SATAN
  • *****
  • Wiadomości: 5095
  • Płeć: Mężczyzna
  • „Matka siedzi z tyłu!” Tak powiedział!:))
Odp: Moja historia...
« Odpowiedź #1 dnia: Marzec 31, 2014, 12:18:06 »
Witaj na forum Moni :) Bardzo smutna historia i fakt, ze życie zmusiło Cie do przedwczesnego wydoroślenia...:/ Nie ma sie co dziwic, że po takich przezyciach rozwineła sie u Ciebie nerwica i fobia społeczna. Mam nadzieje, że w nowym środowisku uda Ci sie skutecznie z nia walczyc i że znajdziesz terapeute :)
Not giving a fuck improves your quality of life significantly by drastically reducing your capabilities of giving a fuck. Scientists have proven that the average human being gives 60 percent too much of a fuck about most daily activities...Start not giving a fuck today because seriously, who gives a fuck?
 

Offline Obcy

  • Kosmiczny gruz
  • Administrator
  • *****
  • Miejsce pobytu: Czarna dziura
  • Wiadomości: 4725
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Moja historia...
« Odpowiedź #2 dnia: Marzec 31, 2014, 12:58:11 »
Mam nadzieję że wyjdziesz na prostą i będzie dobrze.
"Pomiędzy życiem i śmiercią znajduje się pragnienie.
Pragnienie życia, miłości, wszystkiego co dobre…
I to pragnienie jest źródłem wszelkiego cierpienia."

Offline Supa

  • Mister Całokształtu 2013
  • *****
  • Wiadomości: 3414
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Moja historia...
« Odpowiedź #3 dnia: Marzec 31, 2014, 13:02:16 »
Cześć Moni, muszę Ci powiedzieć że jesteś bardzo dzielna i silna, zaimponowałaś mi. Życzę Ci wyjścia z kłopotów i mam nadzieję że nasze forum Ci się spodoba :)

Offline avoidant

  • ...
  • Profesor
  • ******
  • Wiadomości: 1339
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Moja historia...
« Odpowiedź #4 dnia: Marzec 31, 2014, 13:34:41 »
Hej Moni :)
If you feel like shit, people you hate wins.

Offline Buka

  • Best Typer
  • *****
  • Wiadomości: 1462
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Moja historia...
« Odpowiedź #5 dnia: Marzec 31, 2014, 13:37:56 »
Jesteś bardzo silna... witaj na forum :)

Offline Banshee

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Miejsce pobytu: Wrocław
  • Wiadomości: 102
  • Płeć: Kobieta
Odp: Moja historia...
« Odpowiedź #6 dnia: Marzec 31, 2014, 14:06:22 »
Witamy  <nihil> Mam nadzieję, że się tu odnajdziesz. :)
A Twoja historia jest naprawdę poruszająca. I to samo co mówił wyżej Supa: imponujesz.
Osoba wyjątkowa* :D

*na wyjątkowość tą składają się same beznadziejne cechy

Offline Moni

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 7
  • Płeć: Kobieta
Odp: Moja historia...
« Odpowiedź #7 dnia: Marzec 31, 2014, 14:20:29 »
Bardzo wszystkim dziękuję. :)

Offline Exeen

  • Legendarny użytkownik
  • *******
  • Wiadomości: 2656
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Moja historia...
« Odpowiedź #8 dnia: Marzec 31, 2014, 15:32:17 »
Współczuję Moni... Alkoholizm rodziców bardzo negatywnie wpłynął na Twoje dzieciństwo i zostawił po sobie problemy w psychice. Mam nadzieję, że uda Ci się z tego wyjść  <przytul>

Offline Thomas2

  • Z radiem na uszach i wartości swej, w pełni świadomy, świadomy że hej
  • Mityczny użytkownik
  • ********
  • Wiadomości: 5671
  • Keep Calm And Avoid Microbiome Mayhem
Odp: Moja historia...
« Odpowiedź #9 dnia: Marzec 31, 2014, 21:29:52 »
Pora chyba zamknąć drzwi do przeszłości i uczyć się żyć na nowo. Twoje wszystkie problemy były generowane przez rodziców. Jesteś już prawie dorosła, wszytsko teraz może być inaczej.