Autor Wątek: Zmiana  (Przeczytany 1282 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Lilianna

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 39
  • Płeć: Kobieta
Zmiana
« dnia: Październik 13, 2014, 13:28:31 »
Hej, jestem Lili chodzę do liceum o profilu humanistycznym i mój problem to fobia społeczna i lekka depresja. Z tą dziwną chorobą męczę się już około 2lat. Wcześniej była to po prostu chorobliwa nieśmiałość i częste płakanie w poduszkę, ale z czasem zaczęłam unikać ludzi, zamykać się w sobie i miewałam myśli samobójcze, które nie dawały mi spokojnie spać. Myślałam, że może to normalne i z czasem przejdzie, ale niestety nie przeszło. Było coraz gorzej i postanowiłam zasięgnąć porady specjalisty. Psycholog stwierdził, iż cierpię na fobię społeczną i do tego przyplątała się jeszcze depresja. Zaczęłam chodzić na terapię, która nie dawała widocznych rezultatów. Postanowiłam, że najlepiej będzie jeśli zmienię otoczenie i się przeprowadzę. Zmieniłam więc szkołę, znajomych i zamieszkałam w mieście oddalonym o 50km od miejsca zamieszkania moich rodziców, w internacie szkoły, do której uczęszczam. Na początku było bardzo ciężko. Bałam się pójść na rozpoczęcie roku szkolnego, myślałam, że ludzie będą dla mnie nie mili i że się rozpłaczę. Owszem, na początku klasa wydała mi się dość dziwna, same dziewczyny i do tego może z 5chłopców. W pokoju zamieszkałam z trzema innymi dziewczynami, które też wydawały mi się dość hmm "lalusiowate" i byłam przekonana, że mnie nie polubią. Teraz myślę, że mój strach był głupi i bezsensowny. Tak naprawdę nie miałam się czego bać :) Klasa okazała się najlepsza na świecie, otworzyła mnie i pozwoliła pozbyć się znienawidzonej choroby. W tej chwili jestem tylko i wyłącznie nieśmiała. Nie widzę większego problemu w podejściu do najgorętszego chłopaka w szkole czy odpowiedzi ustnej na lekcji fizyki. Niestety, miesiąc temu zmarł mój ojciec. Nikt nie wie, co tak naprawdę się stało. Zmarł nagle i nie było szans na jego uratowanie. Mam straszne wyrzuty sumienia, że tydzień wcześniej pokłóciłam się z nim o jakieś głupie wyjście do kina. Od dnia jego śmierci troszkę się pogorszyło, czasami mam ochotę się zabić, czasami coś rozwalić albo po prostu iść i popłakać w samotności. Wracając do fobii społecznej... hmmm nadal boję się takich rzeczy jak odebranie telefonu czy wystąpienie publiczne, ale i tak jest dużo lepiej niż wcześniej:) Mam nadzieję, że Wam też uda się przełamać i pokonać bariery strachu:)