Autor Wątek: Mein Kampf mit Fobia  (Przeczytany 671 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Lenovo

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 1
  • Płeć: Mężczyzna
Mein Kampf mit Fobia
« dnia: Styczeń 12, 2016, 22:42:56 »
Witam wszystkich,

Będzie to mój pierwszy post na tym forum, więc z góry proszę o wyrozumiałość jak popełniam jakieś "fo pa".

Piszę tutaj ponieważ zależy mi na waszej poradzie i sugestiach. Otóż mam 25 lat i zdiagnozowałem u siebie lęk przed kontaktem z nowymi czy wcześniej pozanymi ludźmi kiedy miałem 19-20 lat. Jednak osobiście nie mogę się pogodzić z tym, że fobia rządzi moim życiem, więc postanowiłem z nią walczyć na całego, ale coś ta walka moim zdaniem się przedłuża i nie ma końca. Od kiedy pamiętam zawsze obecność innego człowieka poza rodzicami powodowała u mnie jakieś niezdrowe napięcie...

Chodzi oto, że wyjechałem z Polski by pracować za granicą (nie, nie na zmywak :P). Spotykałem się z wieloma ludźmi i w różnych sytuacjach, czy to oficjalnie, czy nieoficjalnie. Chciałem po prostu terapię szokową, rzucić się na głęboką wodę, po prostu wyjechać gdzieś gdzie nikt mnie nie zna. Niestety stare nawyki wróciły, wciąż stresowałem się przed poznawaniem ludzi.

Taka sytuacja z ostatniego wyjścia do pubu w jednym z niepolskich miast - jest towarzystwo w przedziale 20-25 lat, wszyscy rozmawiają po angielsku.  W większosci lokalsi i przyjezdni. Znajomi rzucili pomysł żeby tam pójść i się napić, ja się zgodziłem, natomiast im bliżej było wyjścia tym większe miałem opory. Przed samym wejściem zacząłem się trząść jak osika ze stresu, po prostu nie mogłem na tym zapanować. Po tym jakoś mi przeszło, coś tam pogadałem z ludźmi, itd. ale czułem napięcie ze nowi ludzie, nowe miejsce, etc...
Natomiast często gdy jestem w mniejszym towarzystwie powiedzmy maks. 4 osoby zdarzają mi się momenty, że czuje się mega pewny siebie i zawsze wiem co błyskotliwego powiedzieć, choć potrafi zaraz wrócić stare, czyli panika. Taka sinusoida, wiecie :)

Do czego zmierzam? Chodzi oto, że kiedyś tak nie miałem, czy może to być oznaka po prostu zdrowienia? Czy to ostatnie konwulsje ginącego potwora we mnie? Ktoś może mi coś poradzić, może zadać jakieś pytania żebym coś bardziej wyjaśnił...?

Dziękuję za zainteresowanie moim postem i czekam na jakieś sugestie... :D

Aha, bym zapomniał - żeby było śmiesznie moja praca dotyczy bycia przedstawicielem handlowym, jak sobie z tym poradze to już kompletnie nie wiem :) ale zamierzam wysoko trzymac gardę i może w ferworze pracy samo przejdzie... w końcu...

Offline poprostuEmilka

  • Panisko
  • Nowy użytkownik
  • *
  • Miejsce pobytu: podlasie
  • Wiadomości: 28
  • Płeć: Kobieta
Odp: Mein Kampf mit Fobia
« Odpowiedź #1 dnia: Luty 22, 2016, 01:16:14 »
Nie wiem co mam ci odpowiedzieć ale mam podobnie jeśli jest większa grupka nieznajomych osób to się stresuje i nie umiem poprowadzić rozmowy natomiast jak się znajdę w gronie bliskich osób to nie czuję zagrożenia i czuję się swobodnie, sypię żartami, myślę że właśnie chodzi tu o zagrożenie o  strach przed nieznanym przed tym czy zostaniemy zaakceptowani, życzę ci powodzenia w pracy i przełamania barier
Wiedziałam, że życie nas okalecza. Każdego z nas. Nie da się tego uniknąć. Ale powoli zaczynam się przekonywać, że możemy zostać uzdrowieni. Że nawzajem się uzdrawiamy.