Autor Wątek: Moja niedługo-krótka historia fobi :  (Przeczytany 491 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline procjon90

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 3
  • Płeć: Mężczyzna
Moja niedługo-krótka historia fobi :
« dnia: Kwiecień 26, 2016, 23:17:32 »
Cześć,
to mój pierwszy post ever na ten temat, a po za tym jestem ścisłowcem więc proszę o wyrozumiałość. Chciałbym jak
w temacie opowiedzieć o mojej fobi, trochę o dzieciństwie i o wszystkich rzeczach ktore doprowadziły mnie  do tego miejsca, w którym teraz jestem.
Mam 25 lat, ukończone studia inż. za pół roku magisterka, dobra praca.
Zawsze zastanawiałem się co jest nie tak ze mną. Odkąd  pamiętam zawsze byłem cichym, nieśmiałym chłopakiem, nie pamiętam, żebym kiedykolwielk miał przyjaciół, nigdy mi na tym nie zależało, na dziewczynach tak samo chociaż mam niezłe powodzenie (nigdy jakoś nie mogłem się do tego zmusić).  Szkołę (liceum, gimnazjum) wspominam nieciekawie, samotne , męczące przerwy, pamiętam że zawsze byłem trochę gnębiony w każdej z tych szkół, niski, małomówny, szybko się męczyłem.Wtedy właśnie zacząłem sam sobie wmawiać że coś jest nie tak ze mną. Zacząłem chodzić po lekarzach myślałem że jestem na coś chory, bo zawsze zmęczony, głowa  bolała, lecz oni mówili że wszystko jest ze mną ok. Niestety nie miałem wtedy nikogo kto by mi powiedział, że to normalne że się męczę przy ludziach bo jestem introwertykiem, zawsze wszystko zrzucałem na jakąmś chorobę. O moich rodzicach szkoda gadać, matka złodziejka kradła nam pieniądzę (dotąd mam nawyk chowania pieniędzy), w domu brak kasy,
ojciec choć dobry człowiek kompletnie nie potrafił panować na uczciami, nigdy nie docieniał, nie okazywał i nie uczył uczuć, wyzywał przy innych
ludziach by za 5 min przyjść i normalnie rozmawiać. Niestety to wszystko (szkoła, dom, obelgi) sprawiło, że stałem się bardzo zimnym, samodzielnym człowiekem. Kompletnie nie umiem prosić o pomoc.
Wszystkie te obelgi obojętnie kogo na mój temat zacząłem tłumić, co spowodowało kłopoty z pamięcią i taką znieczulicę społęczną,
  i najgorsze co teraz z tym walczę:FANTAZJOWANIE. Tą samotność, obelgi zastępywałem sobie wyobrażeniami(mój mechanizm obronny),rozwinieciami jakiś historii, które kiedyś były dla mnie przyjemne. I teraz, gdy się stresuję jakąmś sytuacją społeczną lub jestem zmęczony to te fantazjowanie jest tak natrętne, że nie potrafię się nawet na 5 min skoncetrować, co w mojej pracy jest bardzo potrzebne. Wiem że to mnie wielokrotnie mnie ratowało, bo odprężało mi umysł, ale co to za życie żyć jakby obok.

Jakiś rok temu zacząłem chodzić do psychologa, ale szczerze średnio mi to pomogło, ponieważ chyba mam zbyt silną osobowość i nie powoliłem tej Pani zbytnio sobie pomóc, sam jak zwykle wiedziałem co jest dla mnie dobre. Nie miałem żadnych oporów, aby opowiedzieć jej o swoich lękach. Cały czas drążyła przeszłość, faktycznie teraz trochę inaczej na to wszystko patrzę.
Teraz jak próbuję odejść od tego fantazjowania, znależć sobie np dziewczyne przyjaciela to kompletnie
nie wiem jak się za to zabrać. Nie mam żadnych wzorców od rodziców, nie umiem zmusić się do poznania ludzi. To jest okropne, gdy zalewa cię ta pustka w głowie, gdy chcesz a nie potrafisz bo wracają natrętne myśli ( na zawołanie pojawia się jakaś piosenka w głowie), gdy nie masz żadnych wspomnień, że kiedyś było inaczej. Człowiek wtedy nie ma żadnych odniesień by się zmienić.

Ostatnio zacząłem terapię Richardsa (aktualnie 10 tydz) i powiem szczerze że to był dla mnie olbrzymi przełom,
mniej marudzę, walczę z ANTSAMi, bardziej siebie szanuję i mniej krytykuję co jest dużym postępem. Inaczej rozmawiam z rodzicami chociaż cięzko niestety zapomnieć o przeszłości. To zawsze boli I pewnie zawsze zostanie we mnie. Dopiero teraz widzę w jakim kłamstwie żyłem, jakimi kłamstwami się karmiłem. Po prostu zbyt bardzo uwierzyem w to co mówił na mnie mój ojciec, lub w to, co sugierowała moja głowa(np. Że zawsze będę sam, nigdy się nie zmienie, itp) co jest głupie i irracjonalne.
Przyznam się szczerze, że teraz gdy to wszystko do mnie dociera, to niby mniej się denerwuję, mam większą kontrolę nad fantazjowaniem, ale za to mam częstsze załamania, no i dresze, tiki nerwowe. Teraz te wszystkie tłumione emocję wychodzą na wierzch. Zawsze sobie wmawiałem, że jak ktoś mnie urazuł to nic się nie stało, teraz jest inaczej.
Wiem że muszę się z tym wszystkim zmierzyć, bo innej drogi do wyzdrowienia nie ma, a nie wyobrażam sobie jakiegoś związku z drugim człowiekiem, dopóki nie poukładam sobie wszystkiego w głowie.

Wiem, że trochę się rozpisałem :), ale musiałem się trochę wygadać chociaż “wirtualnie” ….. uff kamień spadł mi z serca. Pozdrawiam wytrwałych czytelników mojego posta i dzięki za wszelkie komenty  :)