Autor Wątek: Przywitanie i przemyślenia  (Przeczytany 210 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline x.y.z.

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 4
  • Płeć: Mężczyzna
Przywitanie i przemyślenia
« dnia: Sierpień 01, 2016, 23:40:26 »
Witajcie. To będzie mój pierwszy i prawdopodobnie jedyny post na tym forum, nie czuje się obecnie na siłach by dyskutować i w ogóle udzielać się w takich miejscach, a nawet czytać komentarzy które pod tym postem się pojawią. Niemniej ostatnie wydarzenia związane z Dniami Młodzieży w Polsce zmusiły mnie do pewnych przemyśleń i myślę, że warto pokazać je światu.

Czasami efekt wspomnianych przemyśleń przelewam na papier, robię tak gdy nagromadzi się we mnie nadmiar emocji, a nie mam z kim o tym porozmawiać. A "papier" (w tym przypadku pusta strona w Wordzie), jak to mówią, wszystko przyjmie. Zwykle niedługo po napisaniu kasuję te przemyślenia, ale tym razem pomyślałem, że może warto byłoby pokazać je na światło dzienne. Szczególnie że teraz tuż po ŚDM wiele kwestii, które ten tekst porusza, są jeszcze obecne w głowach wielu osób i całość będzie miała sens. Może u kogoś spowoduje to jakieś przemyślenia czy refleksje nad życiem i samym sobą. Ostrzegam że dotrwanie do końca może być trudne, dla niektórych zapewne będzie w ogóle niestrawne, inni może uronią kilka łez. Niemniej pisałem to pod wypływem chwili, bez pierwotnego zamierzenia by ten tekst gdziekolwiek upubliczniać, no i nieraz też górę brały emocje. Poprawiłem tylko błędy ortograficzne i składnię zdań, by wszystko miało sens. Nie będę pisał że warto to przeczytać lub nie warto, każdy kto spróbuje z pewnością sam oceni. Pozdrawiam wszystkich, trzymajcie się.

Cytuj
Światowe Dni Młodzieży były dla mnie okresem do wielu przemyśleń. Początkowo podchodziłem negatywnie do tego całego wydarzenia. Wkurzało mnie to, że miasto jest całkowicie sparaliżowane, że nie mogę dostać się do mojego lekarza, że ŚDM wygeneruje ogromny dług i tak dalej. Jednak w pewnym momencie spojrzałem wgłąb siebie i zauważyłem, że tak naprawdę drażni mnie ta wielka radość jaką ci wszyscy ludzie żyją. Ale nie dlatego, że jestem jakimś zawistnym człowiekiem i boli mnie że inni się cieszą. Ja po prostu chętnie bym tam był, bawił się, śpiewał i tańczył razem z nimi. Chętnie poznałbym ludzi z innych kontynentów, szczególnie Brazylijczyków, bo wydają mi się najbardziej zakręconymi i pozytywnymi ludźmi na świecie. Ale niestety, choroba która toczy mój mózg odkąd pamiętam odcięła mnie od tego wszystkiego. Nie pierwszy raz tak się stało, ale tym razem było mi naprawdę przykro. I stąd właśnie pochodziła cała ta moja pozorna drażliwość i negatywne nastawienie do ŚDM. Przepraszam wszystkich, których niepotrzebnie uraziłem swoją postawą.

Chciałbym odnieść się jeszcze do historii chłopaka, który umarł na raka przed ŚDM. Bardzo mnie to wzruszyło, bo wiem że to wielka tragedia. Ale najbardziej wzruszający był list, który Maciej (tak się nazywał) napisał przed śmiercią. Mówił tam o wielkiej zmianie życiowych priorytetów, którą spowodowała choroba. Człowiek marzy o wielu rzeczach i odważnie snuje dalekosiężne plany gdy jest zdrowy i szczęśliwy. Ale gdy staje się oko w oko z najgorszym, dostrzega się, że to wszystko jest nieważne. Że chciałoby się po prostu móc dalej żyć. Ogromnie mnie to poruszyło, nawet teraz gdy to piszę łzy cisną się do oczu. Wydaje mi się, że rozumiem tego chłopaka, chociaż myślę że dopiero gdy człowiek znajdzie się sam w takiej sytuacji otwierają się oczy. Dopiero wtedy można docenić wartość życia. Wielka szkoda że każdy tak nie potrafi, bez udziału okropnych tragedii. Niemniej obiecałem sobie że będę się starał ze wszystkich sił cenić życie najbardziej jak tylko potrafię. Nawet mimo ograniczeń i dysfunkcji z jakimi przyszło mi się zmagać na tym świecie.

Przez kilka ostatnich lat nie miałem kontaktu z samym sobą, nie czułem żadnych emocji, tylko pustkę. Teraz przy okazji ŚDM, jak wspominałem wcześniej, udało mi się zajrzeć wgłąb siebie i chociaż chwilowo odzyskać ten kontakt. Przywołał on ze sobą silne emocje, głównie smutku i żalu, przed którymi kiedyś tak bardzo uciekałem. Ale dziś wiem, że nawet takie emocje są lepsze od pustki, bo wtedy człowiek ma wrażenie jakby umarł za życia, a to jest gorsze nawet od wielkiego emocjonalnego bólu. Bo emocje to życie, a pustka to śmierć. Już wcześniej bywało że tego doświadczałem, ale teraz stało się to dla mnie wyjątkowo jasne. Jestem niepraktykującym katolikiem, jak większość Polaków, i raczej daleko mi do używania określeń typu "dar od Boga", "dowód miłości Bożej" itd. Ale teraz przyszła pora by powiedzieć wprost. Możliwość życia, doświadczania emocji, nawet tych negatywnych i smutnych, to coś pięknego. Tak, smutek, żal i tęsknota mogą być piękne. Gdy człowiek sobie to uświadomi, zaczyna postrzegać wszystko w innym świetle. Dziękuję Bogu, że i mi udało się wspiąć na ten poziom rozwoju emocjonalnego lub duchowego, bez udziału ciężkiej choroby która za kilka miesięcy miałaby wysłać mnie na tamten świat. Chociaż wcale nie było łatwo dotrzeć do tego momentu, a świat nie stał się nagle wesoły i radosny. Chłopak który umarł, mówił że chciałby po prostu żyć. A ja chcę powiedzieć, że chciałbym po prostu być normalny. Chciałbym móc pójść na uroczystości ŚDM i bawić się z tymi wszystkimi ludźmi, czerpać z tego radość i szczęście. Nie mam do nikogo pretensji, że nie potrafiłem. Ani do innych, ani do siebie, ani do Boga. Bo każdy niesie swój krzyż.

Offline Memka

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 52
  • Płeć: Kobieta
Odp: Przywitanie i przemyślenia
« Odpowiedź #1 dnia: Sierpień 03, 2016, 00:46:31 »
Cześć
@--->---->----
And I am looking out of West Berlin

Offline Rea

  • Legendarny użytkownik
  • *******
  • Wiadomości: 3291
  • Płeć: Kobieta
  • Poniżej dna
Odp: Przywitanie i przemyślenia
« Odpowiedź #2 dnia: Sierpień 03, 2016, 11:25:01 »
Witaj. :)
"Jeśli trzymasz miłość zbyt słabo - odleci,
jeśli ją ściśniesz za mocno - umrze.
Oto jedna z zagadek."

Tom T. Hall

Offline Tusnelda

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 23
  • Płeć: Kobieta
Odp: Przywitanie i przemyślenia
« Odpowiedź #3 dnia: Sierpień 03, 2016, 13:17:30 »
Cześć x.y.z. :)

Wiem, że nie masz ochoty na czytanie komentarzy, ale mam nadzieję, że może jednak dasz znak życia  ;)
Fajnie, że się podzieliłeś przemyśleniami. Widzisz, jednak jeszcze nie umarłeś za życia, skoro czujesz. To optymistyczne, bo okazuje się, że w największym dole i pustce można dostrzec światło (proszę nie krzyczeć za patetyczność).

Faktycznie przez tragedie mogą się nam otworzyć oczy na to, co mamy, albo mogą się jeszcze bardziej zamknąć, kiedy będzie się widziało tylko zło i cierpienie… O jeju, temat cierpienia akurat zgłębiam, douczam się w temacie, żeby mieć dobre patrzenie, ale ogólnie, do cierpienia i doświadczeń zawsze potrzebny jest nam dystans. Ostatnio znajomy, mądry człowiek, mówił mi o mężczyźnie, który dowiedział się, że jest chory na raka – nie załamał się, odszedł z pracy i założył swoją firmę. Albo znany już ks. Jan Kaczkowski, zmarły nie dawno na nowotwór – dużo mówił o cierpieniu. Też był działaczem, mimo choroby.
Zaakceptować, że jest jak jest i szukać życia na miarę swoich możliwości – nie od razu na miarę ludzi skupiających się w kupę na jakichś "imprezach".
Wiadomo, że takie fizyczne choroby a te związane z psychiką to nie to samo. Czy jest trudniej w przypadku tych drugich? Trudne do stwierdzenia. Wszystko zależy. Uważam, że jak można się wydźwignąć to się mamy wydźwignąć.
Jedno jest pewne, że zaakceptowanie swoich słabości i zdystansowanie się do nich otwiera drogę do ŻYCIA naprawdę i cieszenia się życiem. W ogóle jak się człowiek dystansuje od siebie, to zaczyna widzieć więcej, świat, ludzi naokoło niego, którzy zdają się mówić "hello", kiedy ja na przykład jestem uparta i trzymam się swoich cierpień. A po cóż? Jest jak jest. Ale. Można sięęgnąć wolności, dobrych rzeczy. <3

"Chociaż wcale nie było łatwo dotrzeć do tego momentu, a świat nie stał się nagle wesoły i radosny. " Jasne x.y.z. ale to już jest postęp i się tego uchwyć i walcz walcz! Trzymam kciuuki  <przytul>  :*
Nie traci swej istoty światło z tego powodu, że go nie widzą ślepi.
Augustyn Barruel