Autor Wątek: cześć, czołem :)  (Przeczytany 1215 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline chudy2001

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 19
  • Płeć: Mężczyzna
cześć, czołem :)
« dnia: Styczeń 28, 2011, 18:59:28 »
witam. od razu na wstępie mowie, ze jakby ktoras z dziewczyn w moim wieku lub podobnym chciała popisać to na PW moge podać nk, tam jest wiecej fot, moj opis, w ogole nie widac ze mam fobie, dobrze udaje, mozna zaciekawić czyms takim. chcialbym w ogole zobaczyc jak wyglądają rozne fobiczki i jak sobie radzą, a moze ktoras z pobliża tu jest?

ok, pewnie nie streszcze wszystkiego co mnie boli w życiu i w mojej własnej psychice, że nie wspomne o ludziach którzy powoli się ode mnie oddalają łącznie z moimi rodzicami i rodziną. nawet nie chce podawać swojego imienia, ponieważ dość mam śmiania się z mojej osoby. jestem bardzo inteligentnym facetem, wrażliwym na uczucia i problemy innych, rozumiejącym ich potrzeby i umiejącym słuchać, wyciągać wnioski. niestety moim problemem nie tylko jest fobia, ale mam kilka innych wad wrodzonych z którymi poradzić sobie nie umiem (jakby inaczej na to nie mówić, są to choroby których nie umiem zdefiniowac).

i od czego tu zacząć? od tego chyba że żaden lekarz nie znalazł sposobu na choćby minimalne poprawienie mojej sytuacji, samopoczucia. każda mała i nieważna rzecz mnie dołuje, nie mam siły na nic, myśle o tym by sie zabić ale jestem na to za słaby, boje się. w drugą stronę także pozytywne błahostki potrafią ze mnie zrobić najszczęśliwszego człowieka na ziemi. na wszystkie moje problemy znajduję ukojenie w alkoholu, nie chce być alkoholikiem, nie chce pić za każdym razem gdy musze zobaczyć się z ludźmi, załatwić coś, spotkać z kolegami, nie wspominając o dziewczynach, ale musze. inaczej moje serce dostaje bardzo wysokiego tętna, robi mi sie gorąco, jestem znużony, a żołądek z jelitami dostają przewrotu sierpniowego. w mózgu sam nie wiem co się dzieje, bo mam jedną myśl - uciekaj, nie rób tego. wypije nieznaczną ilość i jestem sobą, nie mam oznaków upojenia, ludzie mówią że jestem bardziej trzeźwy po alkoholu niż na prawde na trzeźwo. ale nie rozumieją że bez tego nie umiem z niczym sobie poradzić, a jeśli jednak dam rade, to nie obejdzie się bez "łamania kości". nie znałem alkoholu do 17 roku życia więc jakoś wtedy musiałem sobie radzić i bez niego. staram się nie pić, ale spotkania z innymi są po prostu nudne, denne, nie rozmawiam, nie mam samopoczucia do obcowania z innymi ludźmi więc i moje poczucie humoru też jest minimalistyczne, po prostu się boje. jedynie w głębokich nerwach, jak się wkurze na kogoś umiem pokazać jaki jestem na prawde. najlepiej czuje się z ludźmi z którymi mieszkam, którzy wiem że mają dobre intencje co do mnie. jest tylko jedna osoba - babcia u której mieszkam ponieważ rodzice wyrzucili mnie z domu, ale o tym później. od 1,5 roku mieszkam u dziadków. mój sposob na nudy? hobby, które jest komputerem. jest takie określenie "nolife", tyle że w ogóle nie pasuje ono do mojego charakteru który jest ukryty, zablokowany, wyciszony przez choroby psychiczne i domniemam że jakieś niepoważne fizyczne, które odczuwam bardziej niż inni. bo czym wytłumaczyć to, że kiedy się nie stresuje jestem innym człowiekiem? kompletnie innym? staje się bardzo uczuciowy, zaradny, mam swoje zdanie, jestem stanowczy, prawdopodobnie mam dużo cech które każda kobieta chciałaby widzieć u swojego mężczyzny, a tak to tylko moge pokazać babci bo jej ufam, ona mi ufa i mamy do siebie dobre intencje. miałem dziewczyne która mnie bardzo kochała, ale zniszczyłem wszystko bo jednak żeby spotkać sie z nią musiałem wypić... im dłużej z nią spędzałem czasu tym więcej piłem, bo myślałem że bez tego jest nudno, jest źle, ja jestem zły i nawet bałem się ją pocałować, dotknąć, coś powiedzieć konkretnego - mimo że robiliśmy to już wczesniej, tylko narzekałem na siebie, bo bardzo chce uszczęśliwiać ludzi na siłe, żeby każdy dobrze sie czuł w moim towarzystwie, bo boje sie że ludzi strace. i trace, mam tylko jednego kolege z mojego miasta, który i tak nie może być moim super kolegą, bo jego ekipa mnie nie trawi, a on woli jednak (jak każdy) spotykać się z większą ilością osób, a ja ? zawsze wolałem z jedną osobą, ale jak odkryłem co robi ze mną piwo, zacząłem organizować imprezy i nikt nie mógł podejrzewać że mam takie lęki. na trzeźwo po prostu srałem w gacie, kiedy na impreze miały przyjść koleżanki. zawsze czułem że ja musze być tym przywódcą, tym alfa, tym który rozkręca impreze, który dba o jej poziom. bardzo się wszystko o to martwie i jak ludzie mnie postrzegają i nie wazne jakby było, i tak jestem niezadowolony więc nie spotykam się z nikim, boje sie rozmawiać, nie widze tematów, nie umiem się śmiać na głos (a moglbym kabarety robic), kompleksy też pogłębiają sprawe, bo charakter mam silny, psychike słabą i ciało szczupłe i słabe, a przecież od mężczyzny wymaga sie siły, zaradności, poradności... tego wymagają w pracy, której kazano mi szukać. Mam wykształcenie średnie ogólnokształcące, nie mam nic więcej, nie mam siły i nie cierpie kontaktów z ludźmi, jaka praca może być dla mnie w tym momencie? Nie wiem. Za to moi rodzice wiedzą, odcięli mnie od pieniędzy, jedynych normalnych kolegów (z liceum), zabrali komputer jako jedyną moją pasje i sposób na nudy (a co może człowiek który nie ma znajomych, szkoły, pracy i pieniędzy robić oprócz zajmowania się pasją i rozrywką typu komputer, telewizor, muzyka?). Potem wyrzucili mnie z domu, bo nie podjąłem pracy i tłumaczyłem im, że musze się leczyć ponieważ nie umiem sobie w życiu radzić. Nie umiem nawet rozmawiać z rodzicami. Stałem się bardzo nerwowy i każde słowo wypowiedziane przeciwko mnie wprowadza mnie w furie i pewne wkur*ienie albo załamanie, głowa w doł i zamknięcie sie w sobie (+ tak jakbym płakał w środku). Rodzicie mówią że ta choroba jest mi na ręke, bo nic nie musze robić, bo nic nie umiem i oni muszą mi pomagać, a przecież jestem dorosły. Tylko jakie mają inne wyjście? Nie zależy im na mnie tylko na pieniądzach, chcą żebym pracował i wtedy dopiero będe uznawany jako "syn". A wtedy już ich pomocy potrzebować nie będę, też mam swój honor, ale co zrobić, pracy dla fobika z takim wykształceniem nie ma. Chce sie kształcić, choć trudne bedzie ponowne przyzwyczajanie się do nowego towarzystwa, budowanie szacunku (który udało mi się uzyskać w liceum, byłem tam kompletnie nieznany i dzięki mojemu perfidnemu i zadziornemu charakterowi dałem rade to zrobić, imprezy, dziewczyny, picie w na przerwach, różne moje inicjatywy, wygrywanie pieniędzy na bukmacherce i arogancja - wlasnie moją niepewność siebie zamieniam w arogancje i chamstwo, a to pozory, każdy widział we mnie hedoniste, dziewczyny - macho, a jak było trzeba - romantyka). Hmm... może powróce do dzieciństwa. Sam nie wiem czemu zawsze byłem indywidualistą. W wieku 3-4 lat umiałem więcej niż dzieci w wieku 8. Czytałem książki o tematyce paleontologii i astronomii, trochę liznąłem mitologii greckiej. Nigdy nie wychodziłem za wiele z domu, jeśli zawierałem znajomości to były to pojedyncze i krotkie epizody. Miałem wielu znajomych, kolegów, kilku przyjaciół, ale wszystko trwało krótko. Do czasu kiedy zaczęły mi grać hormony i zaczął sie rozwój wszystko szło w miare gładko, choć zawsze byłem w cieniu młodszego brata, uśmiechniętego, nie bojącego się wyjść na scene, czy pomóc coś z użyciem rąk, mnie bardziej ciekawiła elektronika. Pierwszy włączyłem telewizor, czy teraz składam komputery, modyfikuje, podkręcam, ogólnie obszerne zainteresowanie komputerami, ale nie o tym miałem pisać. Zawsze w sobie przeżywałem kłótnie między rodzicami, bardzo zniszczyło mi to psychike, tak jak i odkrycie że św. Mikołaj nie istnieje, nie umiałem powiedzieć mamie że nie podoba mi się strój który wybrała dla mnie na dyskoteke itd. Byłem raz na zabawie i to z babcią, przesiedziałem całość, podeszła do mnie dziewczyna i zaprosiła do tańca, ja się bałem i odmówiłem, z płaczem poszedłem do domu umalowany w zielonej czapeczce jak pajacyk, w głębi duszy pajac. Jak to pisze nadal chce mi sie płakać. W szkole siedziałem sam w ławce lub z kolegą którego też odrzucano, każdy dzien spędzony w szkole był strachem szczególnie przed odpowiedziami ustnymi - brak myślenia, każdy na mnie patrzy, często nie słyszałem nawet pytań, a tak się trząsłem że nie mogłem odpowiadać, a możliwości mam spore, ale przecież nie moge pić by iść odpowiedzieć ustnie. Kiedyś to sprawdziłem, byłem przy odpowiedzi na angielskim na trzeźwo - ocena 2 od bidy, po 1 piwie - 4+ i humorek, nie patrzenie na innych i dużo lepsza koncentracja. Ale tak nie można! Dobrze, że szkoła się już skończyła, mam czas na leczenie. Kolejnym strachem był w-f, z racji tego że byłem wyśmiewany za to że się za wiele nie odzywałem, byłem chudy, wyglądający jak dziewczynka w krótkich włosach i słabiutki - z kolegami nie miałem co rywalizować na w-fie. Nie ćwiczyłem, potem załatwiałem zwolnienia na cały rok, więc w liceum było już o połowe mniej stresu. Odpowiedzi ustnych nie udzielałem, były jedynki, ale z pisemnych dostawałem wyższe i średnia z nich wychodziła 3, wiem że stać mnie na więcej ale nie moge, bo jestem zablokowany. Nie zdałem matur ustnych, bo się stresowałem, pisemne poszły mi bardzo dobrze. Studniówka? Poszedłem z kolegą, byle żebym nie musiał tańczyć. Tutaj nawet upicie się do skraju nie pomoże. Podchodziły do mnie dziewczyny a ja siedziałem, tak właśnie robie sobie wrogów i za takie rzeczy nie lubią mnie ludzie. Jestem na "nie", choć chce być na "tak". W domu też zawsze było źle, wigilie u babci od strony mamy, ciągłe kłótnie, wyzwiska o papierosy, o rządzenie pieniędzmi, ojciec abstynent jako jedyny w rodzinie, wrogo nastawiony do komputera, alkoholu i pieniędzy(wielki oszczędny, nie wiadomo na co oszczędza, pewnie na trumne) - myślał że własnie komputer który dostałem dopiero jak miałem 14 lat, właśnie zrobił ze mnie takiego człowieka. A ja ten problem z moją babcią zauwazyłem już jak miałem 7 lat i stopniowo się pogarsza. Siedzę teraz od pół roku w domu u babci, zarejestrowałem sie w urzędzie pracy i czekam. Kontaktu z rodzicami nie mam żadnego. Z kolegami rzadko na gg. Marzy mi się żebym był normalny, żebym mógł wychodzić kiedy tylko chce, nie bał się że ktoś mnie wyśmieje, pobije, powie coś złego na mój temat a ja zrobie się czerwony, wyjdą mi wszystkie żyły na twarzy, spuchne, zgarbie się spoglądając w ziemie... chce żeby jakiś lekarz znalazł sposób na wydobycie prawdziwego mnie nie spożywając alkoholu. To ile ja dawałem mojej dziewczynie było nieziemskie, nosiłem ją na rękach, tańczyłem, wygłupiałem się, mam bardzo duże poczucie humoru - wspierałem ją jeśli chodzi o drugi biegun, gotowałem, miała silnego faceta obok siebie, ale silnego tylko z charakteru i tylko gdy piłem. Z resztą byłem z własnej woli u pana który leczy alkoholizm, po usłyszeniu mojej historii powiedział że mam skierować się do psychiatry, bo nie jestem alkoholikiem. Psychiatra powiedział to samo, choć ojciec upiera się nadal że jestem nałogowym alkoholikiem i komputerowcem nie odróżniającym świata wirtualnego od realnego, nie jestem towarzyski i to go boli, nie jestem zaradny, też go to boli, nie mam typowo męskich pasji, też go to boli, no cóż nie każdy może. Piłką to sie interesuje, ale w telewizji i bukmacherce;) siła fizyczna pozwala tylko na kontakt z kobiecymi kobietami i takiej własnie szukam. Gdyby tylko taka mnie zrozumiała, miałaby u mnie pełne oparcie, dużo zabawy i mało nudy. Szukam kobiety chyba z tym samym stanem psychicznym, z tą samą chorobą. Jak to zrobić? Nie wiem. Może ten post coś pomoże. Nie chce pić, chce mieć znajomych i umieć z nimi rozmawiać, a ja nawet do sklepu boje sie iść! Spyta mnie o coś ktoś, a mnie zatka i tyle z tego jest. I teraz takie pytanie, czy są takie kobiety które by chciały mnie poznać, czy są tacy lekarze, którzy byliby w stanie mi pomóc? Czy lekarstwa mogą pomóc? Czy jest lek który ma działanie takie lub podobne jak alkohol? Szczególnie doraźne! Uspokojenie, wzrost pewności, większa koncentracja, ożywienie, większa pomysłowość.

Mam ciągłe wahania nastrojów, to jest najgorsze, nie umiem ich utrzymac bo pierdoły mi psyche ryją. szczegolnie jak jestem w centrum uwagi i kazdy sie patrzy na mnie.

Nie mam rodziców, nie mam pieniędzy, nie mam przyjaciół, nie mam do kogo się zwrócić o pomoc. Popadam w ciągłą depresje, co ja moge zrobić? Co mam mówić psychiatrze? Co może mi najszybciej pomóc? Tak jak mówiłem, od pół roku w ogóle z domu nie wychodze (tylko w nocy kiedy nikogo nie ma) i w tym czasie nie pije, ale jak już musze wyjść, to sami wiecie.

robilem ten caly test liebovitza czy jak mu tam, to wyszło 95 i oczywiscie wielka osobowosc unikająca, ciągłe depresje, logika podpowiada mi jedno, inteligencja to samo, a robie cos innego i uciekam, zeby tak sie bac wszystkiego! szok. to mi strasznie zycie psuje i robie cos czego w ogole nie chce. dodatkowo nie odbieram w ogole telefonow, co wkurza wszystkich, mysla ze ich olewam. a jak nie powiem komus czesc, albo nie zagadam to to samo. wrogow sobie robie, oj robie. przez niektore tabletki psychotropowe to tez stalem sie nerwowy jak dzik i szczery do bolu, praktycznie zero kontroli nad tym co mowie.

Offline nika

  • V.I.P
  • *****
  • Wiadomości: 5053
  • Płeć: Kobieta
Odp: cześć, czołem :)
« Odpowiedź #1 dnia: Styczeń 28, 2011, 19:13:08 »
Cześć i czołem <ptak>

Ja Ciebie chyba kojarzę z innego forum o fs albo nawet z dwóch innych forów ;>
Nie poznajemy dróg, którymi już szliśmy, nasza pamięć przestała funkcjonować. Świat rozpadł się w serię obrazów, których znaczenia nie rozumiemy, i których nie potrafimy połączyć w logiczną całość. Zagubiliśmy klucz do naszego umysłu. A. K.

Offline chudy2001

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 19
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: cześć, czołem :)
« Odpowiedź #2 dnia: Styczeń 28, 2011, 19:15:30 »
a no prawda, coraz więcej mnie tu i ówdzie, takie ze mnie internetowe zło :P

Offline nika

  • V.I.P
  • *****
  • Wiadomości: 5053
  • Płeć: Kobieta
Odp: cześć, czołem :)
« Odpowiedź #3 dnia: Styczeń 28, 2011, 19:19:07 »
Jak już to internetowe zło to LonLuvois <shy> <hahaha>
Nie poznajemy dróg, którymi już szliśmy, nasza pamięć przestała funkcjonować. Świat rozpadł się w serię obrazów, których znaczenia nie rozumiemy, i których nie potrafimy połączyć w logiczną całość. Zagubiliśmy klucz do naszego umysłu. A. K.

Offline Lon

  • V.I.P
  • *****
  • Wiadomości: 4508
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: cześć, czołem :)
« Odpowiedź #4 dnia: Styczeń 28, 2011, 20:01:01 »
Cześć ;)


Jacksons

  • Gość
Odp: cześć, czołem :)
« Odpowiedź #5 dnia: Styczeń 28, 2011, 20:14:25 »
cv
« Ostatnia zmiana: Luty 03, 2015, 01:27:36 wysłana przez Jacksons »

Offline kasencja23

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 105
  • Płeć: Kobieta
Odp: cześć, czołem :)
« Odpowiedź #6 dnia: Styczeń 28, 2011, 20:46:00 »
cześć,aleś sie rozpisał...;)

Offline Obcy

  • Kosmiczny gruz
  • Administrator
  • *****
  • Miejsce pobytu: Czarna dziura
  • Wiadomości: 4725
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: cześć, czołem :)
« Odpowiedź #7 dnia: Styczeń 28, 2011, 21:23:44 »
Witaj :)
"Pomiędzy życiem i śmiercią znajduje się pragnienie.
Pragnienie życia, miłości, wszystkiego co dobre…
I to pragnienie jest źródłem wszelkiego cierpienia."

Offline Nenaja

  • świnia
  • Różowa
  • *****
  • Wiadomości: 1562
  • Płeć: Kobieta
Odp: cześć, czołem :)
« Odpowiedź #8 dnia: Styczeń 29, 2011, 11:09:15 »
Witaj Chudy :)

agusia2222f

  • Gość
Odp: cześć, czołem :)
« Odpowiedź #9 dnia: Styczeń 29, 2011, 23:25:28 »
Witam ale sie rozpisałeś :)