Autor Wątek: Jak cieszyć się życiem - problem kwestii religijnej - rodzice wierzący - ja nie  (Przeczytany 1044 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline muślinowa

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 17
  • Płeć: Kobieta
Hej, założę specjalnie swój wątek, ponieważ chciałabym się dowiedzieć, jak widzielibyście rozwiązanie sprawy. Chodzi o to, że ja jestem osobą niepraktykującą, pochodzę z rodziny katolickiej, jako dziecko praktykowałam, byłam osobą pobożną, ale to co wybrałam to moja indywidualna sprawa, więc kwestię tego czy robię dobrze czy nie, proszę nie poruszać, bo jest nieważna. Problem polega na tym, że przez to w rodzinie jest konflikt, ponieważ ojciec jest głęboko wierzący i drażni go to, że ja się nie dostosowuję, wiem, że się martwi i tak dalej, ale ja mam po prostu inne spojrzenie, dla mnie liczy się życie teraz i z kolei ja ubolewam nad tym, że tracimy tyle dni, kiedy moglibyśmy cieszyć się swoją obecnością. Rodzice coraz starsi, zależy mi na nich. Jak to pogodzić? I jeszcze dołączę inne pytanie, jak stworzyć dobre relacje z innymi, na których nam zależy, ale albo nie ma dla nich czasu, albo się nie raz unika... Chciałabym poprawić relacje m.in. ze swoją ciocią, która zawsze wystawiała do mnie rękę. Mija czas, lada chwila ich nie będzie, będę żałować, że zaprzepaściłam tyle szans na to, by z nimi być. Ale jak to pogodzić z ojcem i mamą, jeśli dla nich kwestia religijna jest taka ważna. Nie będę na starość przewracała ich światopoglądów do góry nogami, wiadomo, ale też ciągle słyszeć od nich brak poparcia nie jest miłe, w końcu ważne jest to że jesteśmy rodziną. Co robić?

Offline muślinowa

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 17
  • Płeć: Kobieta
Nikt nie odpowie? Widzę, że chyba nie jesteście tolerancyjni wyznaniowo... Cóż, chyba umówię wizytę domową z psychologiem, żeby po prostu wyjaśnił rodzicom, że ja nie robię nic złego. A mnie naprawdę zależy na tym, żeby spędzać z nimi każdą chwilę, szczerze, bez awantur i lęku że zaraz ktoś wybuchnie. Pozdrawiam i życzę miłego dnia.  ;)

Offline hobik

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 761
  • Płeć: Mężczyzna
Nikt nie odpowie? Widzę, że chyba nie jesteście tolerancyjni wyznaniowo...
To nie jest kwestia tolerancji, raczej sprawa jest trudna. Czy to jest kwestia Twojego manifestowania odmienności czy tego że rodzice codziennie wyganiają Cie do kościoła.
A bierzesz pod uwagę że rodzice mogą nie chcieć rozmawiać z psychologiem? Masz pewność, że nie potraktują tego jako Twojej fanaberii?

Szyszka

  • Gość
Światopoglądu wywracać im nie musisz, ale poważna, spokojna rozmowa (zapewne nie skończy się na jednej) nie zaszkodzi. Nie powinnaś robić czegokolwiek wbrew sobie. Jeśli przez to jest w rodzinie konflikt to winna nie jesteś ty, więc ciężko będzie Ci coś z tym zrobić. Na pewno nic nie zdziałają krzyki, kłótnie czy brak argumentów. Ja mojej babci niejednokrotnie próbowałam wytłumaczyć, że nie chodzę i nie zamierzam chodzić do Kościoła, rozmawiałam z nią o wierze, ale to nic nie dawało - zanosiła się płaczem, albo powtarzała swoje (i powtarza nadal). Także jeśli Twoje usilne tłumaczenia nic nie dają - przestań się tym przejmować. Być może dzięki temu problem zniknie. Jeśli nie - trudno, ale przejmowanie się czymś na co nie masz wpływu jest bez sensu.

Offline MATEUSZ89M

  • Zaawansowany użytkownik
  • ****
  • Miejsce pobytu: Warszawa
  • Wiadomości: 257
  • Płeć: Mężczyzna
  • Być albo nie być oto jest płytanie:)
Starając się Być obiektywny w tych sprawach powiedziałbym, że problemy rodzinne a w szczególności religijne powinno się rozwiązywać, tak jak tu koleżanka wyżej zasugerowała rozmową spokojną i podczas niej panować nad emocjami nic na siłę, ważne aby poruszyć wszystkie kwestie odnośnie tej sprawy, nie tylko dotyczące Boga ale dotyczącym wielu aspektom jaka daje rodzina, możesz sobie poczytać o funkcjach rodziny, to coś z Socjologi, przyjrzyj się dokładnie problemowi, zobacz jak w tej grupie zajmujesz dokładną pozycję, może kiedyś sprawiałeś wrażenia chętnego katolika i  :D. Tak, że ciężka sprawa a tak w ogóle co znaczy, że jesteś nie praktykujący tzn, że jesteś w sferze ateizacji? A osobiście  uważam , że lepiej powinnieś się zapytać księdza ale takiego konkretnego, otwartego i tolerancyjnego może coś Ci podpowie. <???>

Skoro Ja jestem chorobą to Ja jestem Lekarstwem a czas jest Odpowiedzią!.