Autor Wątek: Cześć  (Przeczytany 1235 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline sege

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 3
  • Płeć: Kobieta
Cześć
« dnia: Sierpień 16, 2014, 04:18:38 »
I tyle...
Teraz umieram ze wstydu, że tu jestem :(

Kiedyś byłam normalna, ale strasznie nieśmiała.
Potem kochałam za bardzo. Odizolowałam się od świata, by cały czas pracować i utrzymać nas.
To trwało tygodnie, miesiące. A potem wylądowałam na odludziu, z którego nie miałam, jak się wyrwać.
Przez prawie 2 lata żyłam z psem i babcią, nie widując nikogo, poza kurierem, który czasem coś przywoził.
Każde wyjście, nawet do sklepu, było niesamowitym wydarzeniem. Ale nagle okazało się, że moje ciało boi się bardziej od mojego umysłu.
Kiedyś czułam wstyd, miałam natrętne myśli, że się przejęzyczę, potknę, pomylę, więc wolałam spędzić młodość w domu. Ciało sobie radziło, tylko ja byłam tak przestraszona, że się nie odzywać, patrzeć w ziemię itp.
Później czułam podniecenie na myśl o wyjściu, tęsknotę za światem. Ale ciało już żyło innym życiem. Najpierw były dolegliwości żołądkowo-jelitowe. Z radością wychodziłam i zanim doszłam do samochodu, musiałam wracać. Wymioty, mdłości, biegunki, szalejący pęcherz. Zaczęłam się bać wychodzenia, bo kompletnie nad tym nie panowałam. Potem okazało się, że standardowe drżenie rąk to pikuś, bo kiedy drżą nogi, to nie da się stać. Ciągle wierzyłam, że dam radę, starałam się, ale kończyło się katastrofalnie. Upadki przy ludziach, spóźnienie do wc i wymioty w miejscach publicznych, musiałam nosić wkładki uro, bo wystarczyło, że ekspedientka w sklepie się odezwała, a ja już... Aż w końcu każde wyjście oznaczało paraliż od pasa w dół. Nawet do samochodu stojącego na podwórku (bo sąsiedzi). Obecnie nieważne, czy ktoś mnie widzi, czy nie, czy jest dzień, czy noc. Wychodzę i czasem po zejściu ze schodów już nie mogę wejść. Nogi nie są w stanie mnie utrzymać. Dodatkowo, brak ruchu powodowany lękiem sprawił, że bardzo siadły mi stawy i mięśnie. Są kompletnie osłabione brakiem aktywności. Ćwiczenia w domu nie są w stanie zastąpić chodzenia.

Najbardziej boli to, że kiedyś bałam się bezpośrednich rozmów i rozmów telefonicznych, ale uwielbiałam wystąpienia publiczne. Jestem pedagogiem, bo chciałam pracować z ludźmi. Chciałam wstąpić do partii politycznej. Kiedyś zakochiwałam się i przemierzałam sama całą Polskę, bo choć się bałam, to adrenalina mnie napędzała. Dziś marzę o tym, by móc wyjść na spacer ze swoim psem. I nawet tego nie mogę mu dać... Nie mogę wyjść do sklepu i kupić sobie tego, co zechcę. Trzymam się, bo wiem, że jeśli coś sobie zrobię, to pies wyląduje w  schronisku. Dopóki on jest, znoszę te upokorzenia i zamknięcie. Ale czasu jest coraz mniej, a ja nie robię żadnych postępów, bo nie doprosiłam nikogo, by choć raz na tydzień ze mną wyszedł. A wiem, że osoba towarzysząca pomaga, bo gdy mieszkałam jeszcze z byłym, miałam już te objawy, ale trzymając go za rękę, byłam w stanie chodzić na zakupy, do restauracji, nad jezioro. Jakiś czas temu spotkałam się z kumpelą (niestety, mieszkamy bardzo daleko od siebie). Poszła ze mną na mój najdłuższy spacer od ponad roku. Szła powoli, gdy prosiłam - stawała, dała się przytrzymać, ciągle mnie zagadywała. Okazało się, że dałam radę. Nie trzęsłam się, nie wymiotowałam, nie potrzebowałam do wc. Zrozumiałam, że naprawdę nie mam stwardnienia ani żadnej innej strasznej choroby. Że potrzebuję tylko trochę cierpliwości, czasu i ćwiczeń. Niestety, nie jestem w stanie ratować siebie sama...

Przepraszam, że jednak tyle napisałam. Zbierałam się z tym od dawna. Pierwszy raz piszę gdzieś o tym tak dosłownie i tak dużo.
Odczucia i drżenie nóg oraz rąk - jak przy wyjściu :( łzy - jak zawsze nocą.
Naprawdę przepraszam, że tak dużo, ale muszę zrzucić z siebie ten ciężar :(

lulaj

  • Gość
Odp: Cześć
« Odpowiedź #1 dnia: Sierpień 16, 2014, 08:38:36 »
nie przepraszaj, to bardzo przykre co piszesz, i co pisałaś w kolejnym poście... a może tutaj, albo na jakimś innym forum znalazłaby się osoba chętna do spotkań? np ktoś kto mieszka niedaleko, albo z kim np. moglabys chodzić na jakąś terapię <chyba> , żeby opanować ciało. mam nadzieję, że będzie lepiej  <przytul>

Offline stap!inesekend

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 765
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Cześć
« Odpowiedź #2 dnia: Sierpień 16, 2014, 08:58:03 »
Ojoooooj  :(
Систем те лаже
Не веруј шта ти каже
Овај живот је борба
Од рођења до гроба
Зато устани одмах!


-------------------------------

Yavşak herif bana hakim olmak istiyor

Offline JOY OF SATAN

  • Kolorek JOY OF SATAN
  • *****
  • Wiadomości: 5970
  • Płeć: Mężczyzna
  • „Matka siedzi z tyłu!” Tak powiedział!:))
Odp: Cześć
« Odpowiedź #3 dnia: Sierpień 16, 2014, 10:14:30 »
Cześć Sege :) Bardzo smutne to co piszesz :( Ale skoro tutaj napisałas to widać, że masz jeszcze nadzieje na poprawe :)

Okazało się, że dałam radę. Nie trzęsłam się, nie wymiotowałam, nie potrzebowałam do wc. Zrozumiałam, że naprawdę nie mam stwardnienia ani żadnej innej strasznej choroby. Że potrzebuję tylko trochę cierpliwości, czasu i ćwiczeń. Niestety, nie jestem w stanie ratować siebie sama...
Tutaj sie z Toba nie zgodzę:) Uważam, że mozesz ratowac sie sama :) Jak zaczniesz i zrozumiesz lepiej swoje problemy bedzie Ci łatwiej znaleźć kogoś na te spacery :)
http://fobicy.pl/index.php/topic,2406.msg151971.html#msg151971  link do pobrania terapii Richardsa z chomika i instrukcja:)
Not giving a fuck improves your quality of life significantly by drastically reducing your capabilities of giving a fuck. Scientists have proven that the average human being gives 60 percent too much of a fuck about most daily activities...Start not giving a fuck today because seriously, who gives a fuck?
 

Offline Obcy

  • Kosmiczny gruz
  • Administrator
  • *****
  • Miejsce pobytu: W pustce
  • Wiadomości: 4810
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Cześć
« Odpowiedź #4 dnia: Sierpień 16, 2014, 11:28:28 »
Witaj :)
Powodzenia w walce.
"Pomiędzy życiem i śmiercią znajduje się pragnienie.
Pragnienie życia, miłości, wszystkiego co dobre…
I to pragnienie jest źródłem wszelkiego cierpienia."

Offline rfvujm

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 542
Odp: Cześć
« Odpowiedź #5 dnia: Sierpień 16, 2014, 12:51:52 »
Cześć.
Nie musisz przepraszać, komu się nie chce, ten nie przeczyta... ; ) Zawsze możesz napisać tyle, ile Ci się podoba (przynajmniej ja sobie tak mówię ;-) ).

Może napiszesz, skąd jesteś?

Offline Thomas2

  • Z radiem na uszach i wartości swej, w pełni świadomy, świadomy że hej
  • Mityczny użytkownik
  • ********
  • Wiadomości: 5553
  • Keep Calm And Avoid Microbiome Mayhem
Odp: Cześć
« Odpowiedź #6 dnia: Sierpień 16, 2014, 13:28:34 »
Witaj na forum :D

Offline Nenaja

  • świnia
  • Różowa
  • *****
  • Wiadomości: 1520
  • Płeć: Kobieta
Odp: Cześć
« Odpowiedź #7 dnia: Sierpień 16, 2014, 14:17:07 »
Witaj :)

Offline fobka

  • zołza
  • Moderator Globalny
  • *****
  • Wiadomości: 2031
  • Płeć: Kobieta
Odp: Cześć
« Odpowiedź #8 dnia: Sierpień 16, 2014, 16:30:48 »
Witamy na forum.

Offline Rea

  • Legendarny użytkownik
  • *******
  • Wiadomości: 3342
  • Płeć: Kobieta
  • Poniżej dna
Odp: Cześć
« Odpowiedź #9 dnia: Sierpień 16, 2014, 17:11:05 »
Witaj. :)
"Jeśli trzymasz miłość zbyt słabo - odleci,
jeśli ją ściśniesz za mocno - umrze.
Oto jedna z zagadek."

Tom T. Hall

Offline sege

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 3
  • Płeć: Kobieta
Odp: Cześć
« Odpowiedź #10 dnia: Wrzesień 09, 2014, 18:44:38 »
Cześć Sege :) Bardzo smutne to co piszesz :( Ale skoro tutaj napisałas to widać, że masz jeszcze nadzieje na poprawe :)

Okazało się, że dałam radę. Nie trzęsłam się, nie wymiotowałam, nie potrzebowałam do wc. Zrozumiałam, że naprawdę nie mam stwardnienia ani żadnej innej strasznej choroby. Że potrzebuję tylko trochę cierpliwości, czasu i ćwiczeń. Niestety, nie jestem w stanie ratować siebie sama...
Tutaj sie z Toba nie zgodzę:) Uważam, że mozesz ratowac sie sama :) Jak zaczniesz i zrozumiesz lepiej swoje problemy bedzie Ci łatwiej znaleźć kogoś na te spacery :)
http://fobicy.pl/index.php/topic,2406.msg151971.html#msg151971  link do pobrania terapii Richardsa z chomika i instrukcja:)


Nie mogę sama, bo do mojego przerażenia wychodzeniem dochodzi problem ze stawami - nawet w domu się przewracam, więc nie ma najmniejszej opcji, żebym wyszła sama. Zbyt wiele razy zaliczyłam glebę przy ludziach. Wystarczy kilka kroków i nogi przestają się odpowiednio zginać i prostować. Prawie 2 lata chodzenia po niewielkim mieszkaniu + problemy ze stawami odczuwalne od min. 10 lat robią swoje... Nie mogę np. umyć naczyń, bo stanie dłużej niż parę minut sprawia, że nogi już mi się nie zegną, bo stawy kolanowe będą praktycznie nieruchome. Przestałam wychodzić, bo się bałam, a już po kilku miesiącach nieważne było, jak bardzo chciałam - nie dało się. Z każdym tygodniem jest gorzej, a ćwiczenia w domu nie pomagają. Potrzebuję czegoś, by wzmocnić stawy, ale na to też nie ma szans, bo wszelkie konowały odpadają. Nikt nie ma prawa zbliżyć się do mojego ciała. Jeszcze nie doszłam do siebie po ortopedzie, który 10 lat temu zmacał mi kolano. Została mi blizna, bo ścierałam pumeksem brud bo zboku... Aaaa.... myślałam, że uspokoiłam się na tyle, by znów się odezwać, a jednak tylko zaczęłam pisać i już się cała trzęsę. Bez sensu. Zresztą, zemdliło mnie, jak w ogóle zobaczyłam, ile osób odpisało.
I pomyśleć, że mimo wszystko, często są chwile, kiedy dałabym naprawdę wiele, by znaleźć się w centrum zainteresowania, gdy żałuję, że nie udało mi się wstąpić do partii, że nie mam okazji zwracać na siebie uwagi, bo przecież, mimo ogromnego stresu, zawsze uwielbiałam publiczne wystąpienia, które pozwalały odlecieć ze sttresu. Uwielbiałam ten ścisk w żołądku, mdłości, adrenalinę, trzęsące się ręce i na koniec, już po wszystkim ten zajebisty spokój na myśl, że już się skkończyło, a ja dałam radę... A teraz mam szczękościsk, mdłości i łzy się leją ze stresu, że piszę do anonimowych ludzi.

Przepraszam znowu, czuję się jak debilka. pani pedagog, która boi się ludzi... tzn. kobiet się boi... i siebie nienawidzi za to, że ludzie widzą w niej kobietę... :(
i kolejny miesiąc zbierania odwagi, żeby wejść na forum...
Przepraszam Was za głupoty, które piszę, ale coś wypada napisać, a akurat takie głupoty przychodzą mi do głowy. Ciągle mam we łbie burzę i natłok myśli złych, gorszych, najgorszych, przebłyski nadziei, chęci, niechęci, desperacji, a tak naprawdę nie mam zielonego pojęcia, jaki jest mój prawdziwy stosunek do czegokolwiek. Co 2min wszystko się zmienia w zależności od tego, czy wpadnę w histerię, czy tylko w zwykłą panikę, czy akurat ktoś mnie na minutę rozśmieszy... Już w ogóle nie wiem, kim jestem.

winry

  • Gość
Odp: Cześć
« Odpowiedź #11 dnia: Wrzesień 10, 2014, 23:48:18 »
Cześć  :)