Autor Wątek: Cześć  (Przeczytany 519 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Stan

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 2
  • Płeć: Mężczyzna
Cześć
« dnia: Wrzesień 16, 2015, 01:17:37 »
Cześć. Zarejestrowałem się tutaj, by znaleźć jakąś pomocną dłoń może. Może, żeby nakarmić swoją potencjalną chęć wyżalenia się, kto wie. Trudno mi teraz cokolwiek wiedzieć.

Mam 19 lat, żyję w złym mieście, ze złymi ludźmi, z niczym ciekawym do roboty. Przesadzam? Kto wie.
Od małego byłem inny, niż reszta mojej rodziny. Rodzice skupiali na mnie mniej uwagi (starsze rodzeństwo ma zdjecia z dzieciństwa, ja nie). Wychowywałem się jakoś dziwnie, patrząc na różne rzeczy, zadając się z różnymi ludźmi. Z tego powodu obecnie jestem na uboczu rodziny, jako ktoś dziwny, psychol. Ogólnie rozmawiam tylko z rodzicami i rodzeństwem, a resztę rodziny olewam. Nie jestem chamski, ale po prostu nie chcę, nie uciekam od nich, ale nie chcę. Oni po prostu patrzą na mnie, jak na dziwaka, więc czemu mam udawać bycie miłym. Ogólnie moja rodzina to ludzie do bólu prości, którzy chcą tylko jak najtaniej przeżyć. Ich główną uciechą jest telewizja, nie czytają, nie rozwijają się, mają po prostu proste życia i są chyba zadowoleni. Ja nie jestem i niestety jestem w tym osamotniony. Do tego jesteśmy biedni, żyjemy z renty ojca-alkoholika i ewentualnej pomocy pracującego rodzeństwa. Z tego powodu zostałem na studia tutaj, na "bezpiecznym" kierunku, który i tak pewnie nie da mi dobrych perspektyw na przyszłość. O ile oczywiście mnie z niego nie wywalą.
W rodzinie od wielu lat nie obchodzimy np. świąt i tym podobnych, mimo że oni są wierzący (ja nie). Nie ma chwil rodzinnych w ogóle. Nie ma żadnych urodzin, ani żadnego takiego stuffu. Jest tylko życie pod jednym dachem i wiedza, że jest się rodziną. Mocne słowa, ale nie uważam, że mam albo miałem rodzinę, taką prawdziwą. Po prostu nigdy tego ciepła, troski czy przywiązania nie czułem. Dziewczyna wspominała o swojej rodzinie i ich świętach, a ja co? W wigilię upiłem się do nieprzytomności. To były dobre święta.
Można powiedzieć, że zabijają mnie moje ambicje. Chciałbym tworzyć, próbuję pisać, ale ciągle uważam swoje umiejętności za słabe i nie mam skrupułów przed wywaleniem tekstów. Chyba forma tekstowa jest niewystarczająca, żeby moje myśli przenieść. Chciałbym być kimś, może w końcu wzbudzać podziw jakiś. Chciałbym w końcu mieć znaczenie. W związku z tym, mam w pamięci dwie znaczące sytuacje.
Jedna to odpowiedź mojej matki, gdy powiedziałem jej, że nie chcę być kimś gorszym od innych. Powiedziała wtedy "musisz się z tym pogodzić". Było to dla mnie jakieś potwierdzenie swojej przynaleźności; tego, że jestem z "gorszej półki" i mogę próbować uciec, ale nie uda mi się.
Druga sytuacja to coś, krótko mówiąc, złego, co powiedziała mi ówczesna dziewczyna. Pewnego razu powiedziała, że się mnie wstydzi. Po sporym czasie bycia bardzo oziębłą dla mnie i nieukrywającą preferencji do ludzi "wyższego kalibru", powiedziała mi po prostu, że się mnie wstydzi. Zresztą, padały i rzeczy ze słowem "rzygać". Na taką "miłość" sobie chyba zasłużyłem.
Dla znajomych, których mam mało, jestem kimś do pomocy, kimś na kogo można liczyć. Gdy jest problem, to przychodzą do mnie, ja pomagam, tyle. Często to jest tak, że odzywają się raczej z jakąś sprawą. Czy to mi przeszkadza? Chyba nie, tylko trochę irytuje bycie "sługusem". Wszyscy mówią mi, że powinienem iść na psychologa, bo jestem w tym dobry. Fajnie... szkoda, że ja naprawdę chciałem, ale moja sytuacja materialna i trochę psychiczna sprawia, że nie mogłem iść na te studia i poddałem się już w klasie maturalnej. Niby zdałem maturę dość dobrze, szczególnie językowo, ale i tak idę na studia w moim mieście, gdzie biorą każdego.
Co by tu jeszcze... Chyba jestem neofobem. Potrafię nie spać całą noc myśląc o tym, czy jak wgram system w komputerze, to on nie sprawi mi kłopotów, czy to dobry wybór w ogóle i ogólnie popadam w atak myśli z kategorii "a co jeśli". Długo się zastanawiam nad ewentualną zmianą, bo pojawia się masa takich wątpliwości i lęków. Potrafię nawet odmawiać sobie jakiejś przyjemności, żeby się przypadkiem nie przyzwyczaić. Albo nie gram w grę, bo przecież konsola może się zepsuć i co wtedy. Ostatnio to się nasila i o coraz głupsze rzeczy potrafię nie spać prawie wcale.
Ostatnimi czasy staję się też coraz agresywniejszy, cyniczny, niemiły. Od tak dawna mało co mnie cieszy, że chyba wkurza mnie czyjś lepszy stan. Idę spać, bo tak. Wstaję, bo tak. Jem, bo tak. Cieszę się tylko po alkoholu, ale szybko wpadam w dołka i robię się agresywny. Nie widzę dla siebie przyszłości, wszystko się spiepszyło. Nic nie jest tak, jak chciałem. Kiedyś myślałem, że w przyszłości będzie lepiej. Myślałem, że wyniosę się stąd i gdy już zacznę studia, to moje życie w końcu będzie lepsze. Nastał ten czas i jest gorzej, niż kiedyś. Czuję się cholernym dzieckiem i niepełnoprawnym człowiekiem w tym domu.
Zastanawiam się nad zbudowaniem sztucznego siebie, którego ludzie będą bardziej lubić i może wtedy nikt nie będzie się mnie wstydził. Może nawet będą chcieć :)
ps. Moje związki to tragedia, która zdaje się potwierdzać ewentualne moje bycie gorszym.

Offline Obcy

  • Kosmiczny gruz
  • Administrator
  • *****
  • Miejsce pobytu: Czarna dziura
  • Wiadomości: 4831
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Cześć
« Odpowiedź #1 dnia: Wrzesień 16, 2015, 13:49:20 »
Witaj na forum :)
"Pomiędzy życiem i śmiercią znajduje się pragnienie.
Pragnienie życia, miłości, wszystkiego co dobre…
I to pragnienie jest źródłem wszelkiego cierpienia."

Offline Rea

  • Legendarny użytkownik
  • *******
  • Wiadomości: 3352
  • Płeć: Kobieta
  • Poniżej dna
Odp: Cześć
« Odpowiedź #2 dnia: Wrzesień 16, 2015, 23:29:24 »
Witaj. :)
"Jeśli trzymasz miłość zbyt słabo - odleci,
jeśli ją ściśniesz za mocno - umrze.
Oto jedna z zagadek."

Tom T. Hall

Offline 478164

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 107
Odp: Cześć
« Odpowiedź #3 dnia: Wrzesień 17, 2015, 11:55:00 »
Hej. Odnoszę wrażenie, że chciałbyś żyć, a wegetujesz, u rodziców jest dobrze i bezpiecznie, ale gdybyś zaczął coś robić, musiałbyś wyjść ze znanego otoczenia, w którym nauczyłeś się "w miarę" żyć, a to trudne. Wiem, bo sama przez to przechodzę/przechodziłam. Nawet najgorsze, ale znane jest lepsze od ryzyka, skądś to znasz, prawda? :) Pojadę teraz banałem, który powtarzam sobie codziennie od jakiegoś czasu: Twoje życie jest w Twoich rękach i teraz Ty decydujesz jak będzie wyglądać. Jesteś dorosły.

Posty połaczone: Wrzesień 20, 2015, 17:39:53
A właśnie, może pomoże Ci wiedza, że 90% osób z forum nie ma żadnych kontaktów z płcią przeciwną, nigdy nie było w związku i nie chodzi na randki. W tym świetle Twoje "marne kontakty" wyglądają o niebo lepiej. Niektórzy nawet mogliby Ci zazdrościć :-*
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 20, 2015, 17:39:53 wysłana przez fobka, Powód: Połączono podwójny post »

Offline Arletta1978

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 58
  • Płeć: Kobieta
  • "Być królową własnego losu..."
Odp: Cześć
« Odpowiedź #4 dnia: Wrzesień 17, 2015, 12:16:33 »
Witaj Stan :)

Offline Stan

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 2
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Cześć
« Odpowiedź #5 dnia: Wrzesień 17, 2015, 12:29:31 »
Cóż, u rodziców nie jest dobrze i bezpiecznie :P I mimo wszystko, chciałbym wyjść ze znanego otoczenia, bo to otoczenie to już tylko strzępki są. Każde warunki wymagają jakichś przygotowań i starań, ale w domu, to jest utrzymanie się tylko. Nie ma w tym żadnego rozwoju, zatapiam się w bezradności i nie mogę się usamodzielnić, choć trochę. Chociaż tutaj wchodzi w grę kwestia finansowa, bo sądzę, że z małym nakładem mógłbym usamodzielnić się częściowo, wciąż żyjąc tutaj. Jestem człowiekiem, którego wrzucisz w jakieś warunki, to on sobie poradzi. Ba, czuję się cudownie, gdy mogę stanąć przed jakimś wyzwaniem, o ile wiem, że tak naprawdę mnie ono rozwija. Miałem swoje samotne wypady busami kilkaset kilometrów wgłąb Polski. Musiałem wydać trochę pieniędzy, musiałem odnaleźć się w nowych miejscach i warunkach, musiałem sam o własny tyłek zadbać, żeby się w coś nie wpieprzyć, żeby przypadkiem gdzieś w mordę nie dostać :P To było świetne. Z rodziną czasami też są jakieś wyjazdy, na których tylko siedzę i wszystko jest praktycznie robione za mnie, o nic nie muszę się martwić. I co? Męczę się bardzo szybko ;D Jeszcze co do znanego otoczenia, rozsypało się i zostałem póki co z rodziną, która ma mnie za dziwaka i nie krępuje się w tym ani trochę.

Życie jest w naszych rękach, ale te ręce są jednak w jakimś środowisku; są wrzucone w jakieś okoliczności. Sam wierzę w to, że wszystko jest możliwe przy odpowiednich środkach. Mogę teraz zacząć coś robić, podejmować pewne kroki i za kilka lat być prezydentem. Nie jest to niemożliwe.

Wiedza o innych mi nie pomaga :P W końcu mam swoje życie i powinienem dążyć do tego, co ja chcę, a nie do tego, by mieć lepiej niż ktoś. Często do mnie ludzie z tym przychodzą, że właśnie ktoś ma lepiej, ktoś ma drugą połówkę. Już nie mówię o tym, że często te związki są śmieszne ("hehe moja dupera"). Mówię im wtedy, że trzeba po prostu żyć własnymi celami i własnymi marzeniami, a nie brać to, co cudze. Nie bądźmy złodziejami marzeń.
Czasami lepiej naprawdę jeszcze nie być w związku lub być w jakimś krótkim, bez większych szkód i nadziei. Zależnie od okoliczności, związek może dużo złego zostawić na psychice. Jeszcze w sytuacji, gdy dochodzi do seksu lub ogólnie rzeczy z tym związanych. Potrafi takie coś nieźle obrzydzić cielesność :)
Jak chce ktoś mi zazdrościć, to może dodam, że byłem w związku z dziewczyną moich marzeń :P Taką, o której myślałem, że nie istnieje, a tu nagle się pokazała. Co lepsze, połączyła "ideał" osobowości i wyglądu. Tylko wtedy pojawia się jedna rzecz... Marzenia upadają.

ps. Witam :D