Autor Wątek: Cześć  (Przeczytany 970 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline puremess

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 5
  • Płeć: Kobieta
Cześć
« dnia: Maj 12, 2017, 14:05:04 »
Cześć :) miło mi Was poznać!

Nie pisałam jeszcze na żadnym forum poświęconym fobii. Myślę, że wypada trochę o sobie powiedzieć. Pewnie będzie tego sporo, ale zaryzykuję. Może choć kilkoro z Was zechce to przeczytać i mnie poznać. Mam taką nadzieję!

Mam 23 lata, jestem z Wielkopolski, studiuję w Poznaniu. Nie leczyłam się, nie mam postawionej diagnozy, ale mogę śmiało powiedzieć, że mam fobię społeczną. O mojej fobii nie wie nikt, dlatego tak ważne jest dla mnie, żeby się z kimś tym podzielić.

Kiedy teraz na to patrzę, to mam wrażenie, że źródło tkwi już we wczesnym dzieciństwie. Ogólnie w moim środowisku byłam zawsze lubiana, miałam dwóch najbliższych mi kolegów „z podwórka”,  ale począwszy od przedszkola zdarzały się toksyczne koleżanki, które wyśmiewały z tego czy owego. Zdarza się każdemu. Gdy miałam 7 lat, pojechałam na wakacje do kuzynki. Okazało się, że była już tam moja inna kuzynka, więc miałyśmy być we trzy. Niestety już od pierwszego dnia czułam się tam niepotrzebna, ciągle szeptały między sobą, chichotały, oceniały co mam na sobie, że np. coś używanego. Tamta rodzina była zamożniejsza od mojej, ale nigdy nie wyglądałam gorzej. Mama dbała o mnie i ubierała z gustem. Nie wiedziałam o co chodzi. Nie rozumiałam takich rzeczy, bo w moim środowisku nikt nie zwracał uwagi na ciuchy do zabawy.  Byłam wielokrotnie upokorzona.  Nie miałam się do kogo zwrócić. Wujostwa się bałam, bo to dalsza rodzina, a wuja często podnosił głos, co mnie przerażało. Kuzynki były zżyte, ja miałam się dostosować. Tkwiłam w tej toksycznej atmosferze tydzień.

Jeśli chodzi o rodziców, to mam trochę do nich żal, bo nie zaszczepili we mnie pewności siebie. Nie uczyli asertywności. Zawsze byłam dla obcych ta grzeczna, cicha. Nie wystawiali mnie na bezpośredni kontakt, trzymali pod kloszem. Wśród rodziny i znajomych rodziców byłam rezolutna i odważna. Nie było się czym martwić. Przez kilka kolejnych lat zaliczyłam parę takich gorszych momentów, jak właśnie bycie wyśmianą na oczach innych. I mimo, że w klasie bardzo lubiana, prymuska, przewodnicząca, dusza towarzystwa, to i tak nie radziłam sobie z wpadkami. Rozpamiętywałam je, tworzyłam jakieś chore interpretacje.

Muszę tutaj dodać, że mimo iż wychowałam się w pełnej rodzinie, to przez lata rodzice nie byli ze sobą szczęśliwi i w sumie już nie są razem. Nie chcę teraz podawać szczegółów, ale bardzo to wszystko przeżywałam. Ponadto wiem też, co oznacza mieć alkoholika w rodzinie (nie chodzi tu o żadnego z rodziców). Nie wszystko zaakceptowałam i nie wszystko wybaczyłam, ale mimo to mam wiele świetnych wspomnień i kocham moją rodzinę.

Poważne dla mnie problemy zaczęły się w gimnazjum. Zaczęło się od stresu w trakcie wystąpień, nie tylko jakichś apeli, ale też w klasie, jak miałam coś przeczytać, przedstawić. Mimo to wszyscy mnie znali i czułam się jak u siebie, więc byłam bardzo aktywna w trakcie lekcji. Potrafiłam zapanować nad stresem. Niestety potem doszło do tego drżenie rąk.

W liceum dawałam radę. Nie zgłaszałam się, rzadko z własnej woli zabierałam głos. Mimo, że wiedziałam, to wolałam bezpiecznie milczeć. Nie byłam już tą, od której oczekiwało się grania w jakimś przedstawieniu, występów na uroczystościach. Po prostu sprawiłam wrażenie przeciętnej. Wycofałam się i czułam się bezpiecznie. Jeśli chodzi o znajomych to poznałam naprawdę świetnych ludzi. Wszystko się jednak skumulowało i nastąpił przełom. Byłam na osiemnastce u koleżanki. Duża impreza z rodziną i znajomymi. Początek zabawy, a mi zaczęły drżeć ręce. Nie wiedziałam co się dzieje, bo aż tak się nie stresowałam. Wiem tylko, że nie byłam w stanie utrzymać łyżki i zjeść tej cholernej zupy. Resztę posiłków jadłam normalnie, jedynie ręce mi się trzęsły w trakcie toastu do jakiejś nieśmiesznej zabawy, kiedy trzeba było wstać i wszyscy patrzyli. Do dziś nie cierpię takich tandetnych rozrywek. Nie wiem dlaczego czułam się obserwowana i oceniana, bo oprócz dobrych znajomych wszyscy byli mi obcy i nie powinnam się nimi przejmować. Po imprezie zaczęłam przeszukiwać Internet i znalazłam wpisy z podobną historią. Ale nie drążyłam więcej, bo myślałam, że zdenerwowanie wynikało z siedzenia wśród obcych ludzi.

W międzyczasie zaliczyłam wycieczkę klasową, w trakcie której zachowywałam się normalnie. Po tamtym poprzednim doświadczeniu cieszyłam się, że nie było tam zup (wiem, że to jest śmieszne, mnie samą to bawi). Potem sylwester, świetna domówka. No i studniówka… Nie zjadłam prawie nic. Od samego wejścia na salę czułam się mega niekomfortowo. Dopiero po opróżnieniu kieliszka szampana skusiłam się na jakąś sałatkę i ciasto. Miałam wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą. W ogóle ta formalność i sztywność mnie przytłaczała.

Każde następne spotkanie w gronie znajomych kończyło się na tym, że jadłam dopiero, kiedy byłam po drinku, bo zauważyłam, że jestem wtedy rozluźniona. Moje ponowne poszukiwania wtedy, czyli jakieś pięć lat temu, skończyły się na tym, że dowiedziałam się o istnieniu fobii społecznej i szczerze mówiąc miałam ze strachu pełne gacie.

W przeciągu tych paru lat unikałam jak ognia wszystkich rodzinnych spotkań, bo jeden kieliszek wina przestał pomagać, ja więcej nie piję, więc po co iść, jeśli zrobię z siebie kretynkę. Dodatkowo jestem obecnie uważana (na szczęście tylko przez część rodziny) za nierozmowną, niezaradną (bez chłopaka, czyli od razu łatka starej panny na przyszłość).

Rzeczywiście nie byłam nigdy w związku. W gimnazjum była ze mnie niezła flirciara ;), ale koleżanki sądziły, że jestem wybredna. Ja chciałam mieć chłopaka nie po to by mieć go na siłę i szpanować, ale z miłości. A byłam podrywana przez samych buców. Przeżyłam poważne zakochanie, ale nie wyszło, oboje nie potrafiliśmy zrobić jakiegoś kroku i skończyło się na niczym. W liceum nie byłam nawet poważnie zauroczona, a czułam się wtedy jeszcze normalna. Teraz gdy wiem, że nie jest ze mną ok, to unikam jakichkolwiek kontaktów. Choćby przez to, że mam tak widoczne objawy somatyczne (najgorzej z drżeniem rąk) i wstydzę się tego.

Do dziś jedzenie (i picie) w miejscach publicznych, ale też w domu, kiedy są goście, jest dla mnie sporym problemem. Nie potrafię opanować trzęsących się rąk, walenia serca i pocenia się. Od razu czuję na sobie wzrok ludzi, boję się, że ktoś to po prostu mógłby zauważyć… Paranoja! Często mówię, że nie jestem głodna. Zdarza mi się wziąć hydroksyzynę, ale jak już wiem, że nie mam innego wyjścia, tj. na uroczystościach rodzinnych. Po niej czuję się trochę bezpieczniej i łatwiej mi jest zapanować nad sobą.

Jeśli chodzi o studia, to zdarzają nam się jakieś prezentacje do przedstawienia. Jestem wtedy tak przygotowana, żeby mówić z pamięci i pomagać sobie slajdami. Oczywiście wtedy też się na początku stresuję, ale najgorzej było na pierwszym i drugim roku, wtedy bardzo panikowałam i miałam myśli, by uciec. Nigdy nie czytałam z kartki w trakcie takiego wystąpienia, bo uciekłabym ze wstydu. Dwa razy zdarzyła mi się sytuacja, że musiałam coś odczytać, raz było to zaliczenie w gabinecie u pani i rzeczywiście ręce mi drżały, ale głos opanowałam. Innym razem miałam coś odczytać na ćwiczeniach i uciekłam. Tzn. wymyśliłam pretekst i się zwolniłam. Czułam się okropnie. Do dziś uważam to za mega porażkę.

Jestem na razie na etapie rozmyślania co dalej. Bo koniec studiów się zbliża i??? szukanie pracy. To też mnie przeraża. Dorywczo już pracowałam, ale teraz, już tak na poważnie. Rozmowa kwalifikacyjna, spotkania z innymi pracownikami…

Oprócz tego unikam odbierania telefonu od nieznanych numerów. Tak samo z dzwonieniem do obcych ludzi, żeby na przykład coś załatwić, zamówić. Nie mam za to problemów, żeby rozmawiać z kimś bliskim w miejscach publicznych. Boję się, że kiedy jadę pociągiem ktoś mnie zaczepi i sprawi, że się zawstydzę. W przeciągu ostatnich paru miesięcy kilka razy miałam problem z czerwienieniem się. Boję się, że spotka mnie ktoś z dawnych znajomych, a ponieważ zawaliłam większość kontaktów ze wstydu chyba spłonę. Nie wiem czym miałabym się wytłumaczyć.

W gronie rodziny czy znajomych raczej nie czuję dyskomfortu podczas rozmów. Czasem mam tak, że wolę słuchać i obserwować, ale to raczej wynika z tego, że po prostu nie mam nic do powiedzenia, albo nie mam nastroju do rozmów. Właśnie przez to usłyszałam kiedyś „nierozmowna”  :P. Z nowo poznanymi osobami jest pewnie większy dystans, choć to też pewnie zależy od specyfiki sytuacji. Podejrzewam, że w kontaktach z nowo poznanym chłopakiem, byłabym raczej zawstydzona, małomówna i ogólnie zestresowana, ale już dawno nie byłam w takiej sytuacji, więc tylko gdybam.

A postanowiłam do Was dołączyć, bo coraz częściej czuję się samotna i nie ukrywam, że chcę to zmienić. Mimo, że mam parę bliskich koleżanek, to wiem, że nigdy nie zrozumiałyby tego co czuję. Nie mam pewności, że prawda nie spowodowałaby odrzucenia. Już samo to chyba świadczy o jakości relacji… Poza tym brakuje mi kogoś zaufanego, przed kim wreszcie nie miałabym tajemnic, mogła się wygadać i przestać uśmiechać, kiedy nie jestem szczęśliwa. Wiem, że to nie to samo co w realu, bo nikt mnie przecież nie przytuli. Ale jeśli mnie ktoś w jakikolwiek sposób wesprze, to będzie to tak samo prawdziwe.

Pewnie napiszecie mi "idź wreszcie na terapię", albo coś w tym stylu. Tak jak mówiłam, o moim beznadziejnym położeniu nie wie nikt, nawet najbliższa mi mama. Ja do tej pory byłam z TYM sama i obawiam się, że brakuje mi motywacji. Nie wiem czy jestem gotowa, czy jestem w stanie sama się zmobilizować. W takich sytuacjach ze mną w roli głównej, trzeba by raczej: za szmaty i idziesz! Chociaż pewnie byłoby warto. W końcu jeśli nie ruszę naprzód, to nic się nie zmieni. A chciałabym kogoś poznać, mieć kiedyś rodzinę. W sumie nie wyobrażam sobie siebie w przyszłości samej. Mimo, że noszę zbroję „niezależnej singielki”, to nie jestem takim typem. Jestem za słaba na to, żeby być sama.

Na tym kończę. Jeśli ktoś to czytał, to pewnie usnął po drodze :P. Wytrwałym jednak dziękuję i miło mi do Was dołączyć! <shy>

Offline fobka

  • zołza
  • Moderator Globalny
  • *****
  • Wiadomości: 2031
  • Płeć: Kobieta
Odp: Cześć
« Odpowiedź #1 dnia: Maj 12, 2017, 14:55:48 »
Nie usnęłam, witamy na forum (:

Offline JOY OF SATAN

  • Kolorek JOY OF SATAN
  • *****
  • Wiadomości: 5970
  • Płeć: Mężczyzna
  • „Matka siedzi z tyłu!” Tak powiedział!:))
Odp: Cześć
« Odpowiedź #2 dnia: Maj 12, 2017, 15:10:04 »
Hej :)
Not giving a fuck improves your quality of life significantly by drastically reducing your capabilities of giving a fuck. Scientists have proven that the average human being gives 60 percent too much of a fuck about most daily activities...Start not giving a fuck today because seriously, who gives a fuck?
 

Offline Obcy

  • Kosmiczny gruz
  • Administrator
  • *****
  • Miejsce pobytu: W pustce
  • Wiadomości: 4810
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Cześć
« Odpowiedź #3 dnia: Maj 12, 2017, 16:17:20 »
Witaj :)
"Pomiędzy życiem i śmiercią znajduje się pragnienie.
Pragnienie życia, miłości, wszystkiego co dobre…
I to pragnienie jest źródłem wszelkiego cierpienia."

pocek

  • Gość
Odp: Cześć
« Odpowiedź #4 dnia: Maj 12, 2017, 16:20:31 »
Pewnie napiszecie mi "idź wreszcie na terapię"

Lepiej zacznij chodzić/jeździć na zloty  <muahaha>
Witaj.

Offline SuperNick

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 210
  • Płeć: Kobieta
Odp: Cześć
« Odpowiedź #5 dnia: Maj 12, 2017, 16:45:08 »
Hej, z pewnością znajdziesz tutaj zrozumienie i bratnie dusze :)
If we gonna kill each other, how we gonna live forever?
If we gonna live forever, how we gonna kill each other?

Offline puremess

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 5
  • Płeć: Kobieta
Odp: Cześć
« Odpowiedź #6 dnia: Maj 12, 2017, 22:01:34 »
Dzięki za powitanie :)

Lepiej zacznij chodzić/jeździć na zloty 

@pocek , powiesz coś więcej na temat tych zlotów? Rozumiem, że Ty jeździsz ;D Co robicie na takich spotkaniach? Dużo jest na nich ludzi? Często są organizowane?
« Ostatnia zmiana: Maj 13, 2017, 20:46:26 wysłana przez puremess »

Offline mycha85

  • Kolorek mycha85
  • *****
  • Miejsce pobytu: Myszowo
  • Wiadomości: 433
  • Płeć: Kobieta
Odp: Cześć
« Odpowiedź #7 dnia: Maj 12, 2017, 22:36:17 »
hejka @puremess
"Jaskółka czarny sztylet, wydarty z piersi wiatru
Nagła smutku kotwica, z niewidzialnego jachtu
Katedra ją złowiła w sklepienia sieć wysoką
Jak śmierć kamienna bryła
Jak wyrok naw prostokąt ...."